Disney Polska
kino / dvd

Kraina jutra

„Kraina jutra” to filmowy wehikuł czasu, który cofa nas do Ameryki lat 50. ubiegłego wieku. Świat wtedy był dobry, ludzie marzyli o podboju kosmosu, a wytwórnia Disneya realizowała swoje najlepsze rodzinne filmy.

 

 

 

Zresztą to skojarzenie z latami 50. to nie przypadek. „Kraina jutra” początkowo nosiła tytuł „1952” a jej akcja połowicznie osadzona jest w świecie, który w latach 50. wymyślono na potrzeby wielkiego disneyowskiego parku tematycznego. No i nad całą historia unosi się duch dawnych disneyowskich produkcji w rodzaju „Latającego profesora” czy „Bon Voyage!” (dobra, czepialskim przyznaję rację –  powstały na samym początku lat 60., ale napisane były jeszcze w 50.).

Bohaterami „Krainy jutra” są frustrowany geniusz Frank, który kiedyś projektował wynalazki w tytułowej krainie (George Clooney), oraz zbuntowana nastolatka Casey – córka inżyniera NASA, która nie może pogodzić się z faktem iż agencja rozwiązała jeden z programów kosmicznych. Pewnego dnia Casey w tajemniczy sposób otrzyma znaczek będący zaproszeniem do zwiedzania Krainy jutra (taki raj dla geniuszy, który wygląda jakby ktoś ożywił kreskówki z Jetsonami). Niebawem odkryje że świat który znamy może przestać istnieć a ona i Frank są jego ostatnią nadzieją.

Brad Bird („Iniemamocni”, „MI: Ghost Protocol”) prowadzi swój film tak jakby nigdy nie pojawiło się kino nowej przygody, nie było wolty w konstrukcji świata i zachwiania podziału na dobrych i złych. Narracja jest tu powolna, wielki nacisk położono na postaci, budowanie relacji między nimi, do minimum zaś zredukowano przemoc, agresję i zło. Nawet złe roboty polujące na bohaterów są celowo karykaturalne i przerysowane (te ich szydercze uśmiechy). Główny zły zaś wciśnięty został w quasi wojskowy uniform, który nie zostawia zbyt wielkiego pola do interpretacji. Owszem jest „Kraina jutra” filmem skonstruowanym na bardzo prostym, prorodzinnym schemacie. Co akurat nie powinno nikogo dziwić. Od co najmniej dekady  obserwujemy postępujący w hollywoodzkim kinie mainstreamowym trend polegający na realizowaniu rozrywkowych filmów w bardzo konserwatywny sposób. Takie jest całe kino superbohaterskie (w większości należące do Disneya), taka była „Godzilla” i zapewne takie będą też nowe „Gwiezdne wojny”. Nie oszukujmy się mentalność rodem z lat 50. wróciła w Hollywood do łask, ale akurat w przypadku tego filmu, to nie przeszkadza. A dzięki swojej czarno-białej konstrukcji, retro narracji i nawiązującej do starej fantastyki wizji świata, „Kraina jutra” przypomina cudem odnalezioną perełkę rodem ze złotej ery fantastyki (i kina rodzinnego). Pewnie, że żaden wielki film to nie jest, ale słodka (dokładnie tak – słodka) i odprężająca rozrywka dla całej rodziny jak najbardziej. No i jest w „Krainie jutra” coś jeszcze, czego nie uświadczycie w innych blockbusterach… Szczerość. Bird z całą swoją scenariuszową ekipą naprawdę włożył całe swoje serce i miłość do starej fantastyki, aby stworzyć opowieść, która przeniesie nas w czasie do rzeczywistości, w której życie i decyzje są prostsze, ludzie więcej się uśmiechają, a trawa dookoła jest bardziej zielona. Naiwne – tak. Ale autentyczne

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz