kino / dvd

Kokainowa matka chrzestna -Telewizja z artystycznymi pretensjami [recenzja]

Recenzja przedpremierowa.

W Kokainowej matce chrzestnej kobieta wspina się po szczeblach kariery w narkotykowym biznesie, a potem spada z hukiem na samo dno. Robi więc to, w czym mężczyźni osiągnęli mistrzostwo, bo podobne historie z panami w roli głównej widzieliśmy w kinie głównego nurtu wielokrotnie. W telewizyjnej produkcji brakuje jednak artystycznego pazura i emocji, dla których chętnie wracamy do Blow, czy Człowieka z blizną.

Za sterami projektu stanął Guillermo Navarro – zdobywca Oscara za zdjęcia do Labiryntu Fauna. Pracę jego kamery nieraz mogliśmy podziwiać na wielkim ekranie. Natomiast dokonania reżyserskie operatora przed omawianym filmem będącym efektem współpracy ze stacją Lifetime, ograniczały się do kilku epizodów różnych seriali, w tym Narcos. I właśnie z tą Netflixową produkcją Kokainowa matka chrzestna ma wiele wspólnego. Nie tylko można tu zobaczyć znane z paru odcinków twarze (chociażby Raúla Méndeza), ale dodatkowo historia Griseldy Blanco jest ściśle powiązana z losami Pablo Escobara.

Główna bohaterka od trzeciego roku życia mieszkała w Medellín. Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która za pozwoleniem matki prostytuowała się, aby zarobić na utrzymanie. W latach 70. ubiegłego wieku, będąc już dorosłą, Griselda wyemigrowała z partnerem do Stanów Zjednoczonych, gdzie stała się jedną z kluczowych osób powiązanych z przemytem narkotyków z Kolumbii. Została okrzyknięta kokainową matką chrzestną i współpracowała z Escobarem. Przez wiele lat grała władzom na nosie i wymyślała nowe sposoby na transport nielegalnych używek. Pomagali jej w tym należący w mniejszym lub większym stopniu do świata przestępczego mężowie oraz synowie.

Navarro przedstawia Griseldę jako silną kobietę, od początku muszącą walczyć o swoją godność i to, co do niej należy. Czyni ją postacią bezlitosną, mogącą bez mrugnięcia okiem zabić swojego męża, czy mordującą ze znudzenia. Jak informuje nas narrator na końcu filmu, powiązano ją z ponad 200 zabójstwami. Chociaż nie brakuje scen przedstawiających strzelaniny, czy brutalne odbieranie życia, wartka akcja nie jest tutaj najważniejsza.

Reżysera o wiele bardziej interesuje życie rodzinne bohaterki. Przeciwstawia mroczną stronę osobowości Griseldy jej cieplejszemu obliczu i w pewien sposób próbuje ją usprawiedliwiać. Pokazuje, że trafiła do świata, w którym liczy się jedynie siła i brak skrupułów, więc gra według ustalonych zasad. Aby się w nim odnaleźć, wciąga coraz większe ilości białego proszku i traci kontakt z rzeczywistością. Zależy jej na najbliższych, ale kierowana doświadczeniem nie zawsze jest w stanie im zaufać.

Wyjątkiem jest Carolina, która stoi przy niej bez względu na wszystko. Egzystując w męskiej rzeczywistości, protagonistka znalazła pocieszenie w ramionach innej kobiety. Lesbijski romans okazuje się jedyną stałą w pogmatwanym życiu bohaterki. Queerowy wątek ma za zadanie uwydatniać feministyczny przekaz produkcji. Według twórców mężczyźni, aby osiągnąć sukces, potrzebują przedstawicielek płci pięknej, będących matkami i partnerkami. Nie działa to jednak w drugą stronę, bo panie są całkowicie samowystarczalne.

Przez biografię Blanco przeprowadza nas agent DEA, który depcze po piętach protagonistce. To on tłumaczy, co działo się w opuszczanych przez twórców odcinkach czasu i wyjaśnia zawiłości fabuły. Sposób prowadzenia historii przywodzi na myśl programy dokumentalne z kanałów kryminalnych, gdzie inscenizacje ilustrujące sytuacje z życia przestępców wzbogacane są komentarzami lektora i wypowiedziami ekspertów.

Z drugiej strony liczne sceny, w których przedstawiono relacje Griseldy z najbliższymi i rodzinne dramaty, do złudzenia przypominają telewizyjne produkcje stacji Hallmark, skierowane do znudzonych gospodyń domowych, szukających tanich wzruszeń. Tym samym otrzymujemy niezbyt udany film telewizyjny, pretendujący do miana ambitnego kina rozrywkowego. Te ambicje pozostają jednak w sferze pretensji, a seans upływa bez znużenia jedynie dzięki kreacji głównej bohaterki.

Wcielając się w tytułową postać Catherine Zeta-Jones bez przerwy lawiruje między dwoma stylami gry. Pewnie kroczy po granicy karykatury jako nieco przerysowana, bezwzględna morderczyni, a jednocześnie wydobywa psychologiczny realizm z postaci będącej również troskliwą matką i namiętną kochanką. Dzięki niej na ekranie bardzo mocno wybrzmiewają niuanse fabularne, które mogłyby umknąć widzom, ze względu na sposób realizacji. To jednak za mało, aby poziom Kokainowej matki chrzestnej sięgnął chociaż do pięt jakości, do jakiej w ostatnich latach przyzwyczaiły nas produkcje Netflixa i stacji pokroju HBO.

Premiera „Kokainowej matki chrzestnej” już 21 stycznia o godzinie 22:00 na kanale Lifetime.

Kokainowa matka chrzestna (Cocaine Godmother). Reżyseria: Guillermo Navarro. Obsada: Catherine Zeta-Jones, Raúl Méndez, Juan Pablo Espinosa, Matteo Stefan, Jenny Pellicer i inni. USA, 2017.
4
Kokainowa matka chrzestna (Cocaine Godmother). Reżyseria: Guillermo Navarro. Obsada: Catherine Zeta-Jones, Raúl Méndez, Juan Pablo Espinosa, Matteo Stefan, Jenny Pellicer i inni. USA, 2017.
Kategorie
kino / dvd
Rafał Christ

Filmoznawca z wykształcenia. Od dziecka zakochany w filmach każdego rodzaju - ogląda zarówno produkcje artystyczne jak i kino klasy Z. Między kolejnymi wizytami w kinie lubi odpocząć czytając komiks, albo książkę. Od kilku lat dzieli się swoimi przemyśleniami na temat popkultury z czytelnikami. Można go spotkać w internecie, na papierze i przy barze.

Dodaj komentarz