kino / dvd

Kingsman: Tajne służby

Wyobraźcie sobie międzynarodową, niezależną od rządów agencję wywiadowczą stojącą na straży globalnego pokoju. Wyobraźcie sobie, że założyli ją kiedyś ekskluzywni krawcy, bo wojna szkodzi na interesy w tej branży – co za tym idzie, członkowie organizacji muszą być nie tylko perfekcyjnie wytrenowani, ale również stosownie stylowi i eleganccy. Kryptonimy czerpią od rycerzy Okrągłego Stołu; na czele tej organizacji stoi Michael Caine, a partnerują mu Colin Firth i Mark Strong – to daje pojęcie, o jakieś lidze mówimy. Oto firma Kingsman.

A teraz wyobraźcie sobie multimilionera-filantropa, który ma gdzieś klasę i na eleganckiej zastawie podaje Big Maca. Do tego ma wadę wymowy, wymiotuje na widok krwi i na domiar złego jest geniuszem zbrodni. I wygląda jak Samuel L. Jackson. A w jego zbrodniczych planach wspiera go seksowna asystentka, imieniem Gazelle, która zamiast nóg ma zaostrzone protezy i posługuje się nimi z równie morderczą precyzją, co Oddjob z „Goldfingera” swoim melonikiem. Jest nieźle, co?

W to wszystko zostaje niespodziewanie wciągnięty Eggsy, którego ojciec był agentem Kingsman i oddał życie za przyjaciela z organizacji. Chłopak dostaje propozycję udziału w procesie rekrutacji do agencji, a później, co tu dużo mówić, robi się coraz ciekawiej. Szczegółów nie będę zdradzać – zwrotów akcji tu nie brakuje.

„Kingsman: Tajne służby” to brytyjska ekranizacja komiksu duetu Mark Millar / Dave Gibbons i zarazem hołd złożony konwencji szpiegowskiej, w której utrzymane były dawne filmy o Jamesie Bondzie, serial „Rewolwer i melonik” i im podobne. Z jednej strony film jest ewidentnie komedią, z drugiej jednak nie brakuje mu spektakularnej akcji, napięcia i dramatyzmu. To głos tęsknoty za takim oldschoolowym kinem – tęsknoty, której bohaterowie wprost dają wyraz w scenie wspólnej kolacji Valentine’a (Jackson) i Galahada (Firth). Gdy brudny, wymięty i siermiężny James Bond w interpretacji Daniela Craiga upodabnia się do Jasona Bourne’a czy Jacka Bauera (motyw inicjałów całej trójki również został w filmie zabawnie ograny), agenci Kingsman zadają szyku i udowadniają, że dla facetów, którzy z największych tarapatów wyjdą może wstrząśnięci, ale nie zmieszani i bez zagnieceń na garniturze, wciąż jest miejsce.

Kategorie
kino / dvd
Jerzy Rzymowski

Jerzy Rzymowski (JeRzy) – redaktor, dziennikarz, okazjonalnie pisarz i tłumacz. Członek Klubu Tfurców. Członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Niegdyś redaktor magazynów „Kruk” i „Magia i Miecz” oraz tygodnika internetowego „GameStar”. Był współscenarzystą cyklu programów dla dzieci „Łowcy przygód” dla TVP1. W latach 2000-2002 współprowadził na antenie Radiostacji audycję „Dzikie Pola”. Jego opowiadania ukazały się m.in. w magazynie „Fenix” (1997) oraz w antologiach „Niech żyje Polska, hura!, t.2” (2006) i „Wizje alternatywne 6” (2007). Obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Fantastyka”.

Komentarz
  • Atomic Blonde – Kocham Berlin! [recenzja] – Dzika Banda
    7 sierpnia 2017 at 12:55
    Skomentuj

    […] W tej nowej fali wystrzałowych produkcji przoduje John Wick i Baby Driver, które do spółki z Kingsman i Man from U.N.C.L.E. Wprowadzają powiew świeżości po mrocznej epoce pseudo-realizmu […]

  • Dodaj komentarz