Lionsgate Films
kino / dvd

John Wick

Stylowy, brutalny, ale i bardzo dowcipny czarny kryminał, w którym trup ściela się gęsto, a prawo… Prawo i porządek nie istnieje.

John Wick miał kiedyś żonę, którą kochał ponad życie. Dla niej zmienił pracę, znajomych i porzucił świat, w którym funkcjonował. Kiedy choroba zabrała mu ukochaną życie Johna legło w gruzach. Przed stoczeniem się na dno uratował go mały piesek, słodki szczeniaczek – ostatni prezent od miłości jego życia. Pewnego dnia do domu Johna włamują się gangsterzy, zabijają psa, ale Wickowi miłosiernie darowują życie. Nieszczęśni nie wiedzieli, że popełnili największy życiowy błąd… Zanim bowiem John Wick poznał kobietę i zmienił dla niej życie był… najpodlejszym i najokrutniejszym płatnym mordercą, jakiego znała mafia. Teraz John wyciągnie z piwnicy stare pistolety i ruszy w miasto szukać morderców psa. A kto stanie na jego drodze…

„John Wick” to debiut duetu Stahelski i Leith (co prawda ten drugi usunął się ciut na bok i ograniczył w napisach do funkcji producenta) – ludzi, którzy do tej pory w branży filmowej uchodzili za jednych z najzdolniejszych kaskaderów. David Leith zastępował wielokrotnie Brada Pitta (to on bije się w „Fight Clubie”) i Jean-Claude Van Damme’a, Stahelski zaś Sylvestra Stallone (w „John Rambo”) i Keanu Reevesa (w „Constantine” i „Matriksach”), ale przede wszystkim obaj od lat przyglądali się pracy na planach najsłynniejszych filmów akcji ostatnich dekad. Gromadzili w sobie wiedzę, przyswajali ją, aż w końcu do rąk Stahelskiego trafił scenariusz „Johna Wicka”, najlepszego filmu akcji roku 2014.

Pewnie, że wiele można „Johnowi Wickowi” zarzucić. Tak – to jest film bardzo schematyczny. Tak – nikt nie odkrywa tu Ameryki, a fabuła jest przewidywalna jak mokry sen nastolatka. Ale w przypadku rasowego czarnego filmu zemsty trudno mieć pretensje o schematy. Za to pochwalić należy przede wszystkim konsekwencję, z jaką poprowadzono tu narrację. Nieczęsto dziś zdarza się oglądać w kinie klasyczne filmy akcji, które nie chcą być niczym innym jak kinem gatunkowym właśnie. A „John Wick” to najlepszy przykład filmu gatunkowego od lat. Podobnie jak „The Outfit” Johna Flynna, „Uciecze gangstera” Sama Peckipaha czy filmach Johna Woo reżyserzy koncentrują się tu na prostej i okrutnej opowieści. Nikt tu nie mruga do widza okiem i nie próbuje bawić się w meta opowiastki (patrz „Niezniszczalni”), nikt nie dorabia na siłę komentarzy do rzeczywistości („Uprowadzona”). Twórcy tego filmu na sto minut przenoszą nas w czasy, kiedy kino akcji było kinem akcji, a prawdziwi twardziele, nie rzucali dowcipnych tekstów (jak w latach 80.) a zwyczajnie zabijali drani.

Oczywiście każdy, kto kocha opowieści o Parkerze (z serii książek Richarda Starka) zauważy, że świat w „Johnie Wicku” został mocno pożyczony z tych opowieści (mamy tu świat, w którym rządzą gangsterzy, mamy gangsterskie hotele a policja i prawo w zasadzie nie istnieje), ale to tylko dobrze świadczy o twórcach „Johna Wicka”, którzy zamiast wyważać drzwi otwarte na oścież sięgnęli po rozwiązania fabularne wymyślone przez twórcę takich opowieści.

Reasumując, jak dla mnie „John Wick” to najprzyjemniejsza kinowa niespodzianka roku 2014. Niby tylko prosta rozrywka, ale niezwykle dowcipna (w momentach, w których ma bawić), okrutna (jak na film zemsty przystało), a przede wszystkim kapitalnie opowiedziana. I nawet Keanu Reeves, którego nie potrafię od lat polubić, wypada tu wiarygodnie. Zapewne wynika to z faktu, że jego listę dialogową ograniczono do kilku zdań, ale marudzić nie mam zamiaru. A jeśli producent podejmie decyzję i niebawem powstanie część druga to powitam ją z otwartymi szeroko ramionami. Byle tylko odpowiedzialny za nią był ten sam duet. Bo od czasu pojawienia się Briana Helgelanda nie było w amerykańskim kinie akcji twórców, którzy tak doskonale czują proste filmy sensacyjne rodem z lat 70.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Komentarz
  • Atomic Blonde – Kocham Berlin! [recenzja] – Dzika Banda
    7 sierpnia 2017 at 10:32
    Skomentuj

    […] przyczajenia najwyraźniej zostawia za sobą. W tej nowej fali wystrzałowych produkcji przoduje John Wick i Baby Driver, które do spółki z Kingsman i Man from U.N.C.L.E. Wprowadzają powiew […]

  • Dodaj komentarz