Monolith Films
kino / dvd

John Wick 2 – Imperium kontratakuje kina akcji [recenzja]

John Wick” był powiewem świeżości w skostniałym kinie akcji. Jego kontynuacja zaś jest najlepszą filmową kontynuacją jaką dało nam Hollywood w XXI wieku.

Na początek mały spoiler. „John Wick 2” zaczyna się niemal dokładnie w tym miejscu, w którym kończyła się część pierwsza. Kilka dni po tym jak zmiótł z powierzchni rosyjską mafijna rodzinę, John szuka tego co mu skradziono – samochodu. Gdy udaje mu się go odnaleźć wydaje się, że jego zemsta dobiegła końca. Niedoczekanie. Dawno temu, aby wycofać się ze swojego fachu John złożył przysięgę krwi. Teraz człowiek, któremu przysięgał wraca i składa Johnowi propozycję nie do odrzucenia. Ma lecieć do Rzymu i zabić szefową kamorry. Jeśli tego nie zrobi zginie. Jeśli zrobi. Także zginie. Wick zatem wkracza w sam środek piekła. Piekła z którego nie będzie wyjścia.

Chad Stahelski – reżyser filmu – zna się z Keanu od blisko dwóch dekad. Razem pracowali na planie „Matrixa” (Chad był dublerem Keanu), wspólnie tworzyli reżyserski debiut Reevesa „Man of Tai Chi” a gdy do Keanu trafił scenariusz pierwszego Wicka, ten od razu zaproponował reżyserię kumplowi. Chemia między nimi to jedna z rzeczy napędzających dylogię. To się po prostu czuje. Panowie rozumieją się bez słów, znają swoje ograniczenia i wiedzą co wychodzi im najlepiej. Dlatego seria „John Wick” to najlepszy cykl filmowy w filmografii aktora. Nikt bowiem nie zmusza go tu do grania rzeczy, których nie potrafi (obejrzyjcie sobie dla przykładu „Sweet November” żeby się przekonać czego autentycznie nie potrafi), a warsztatowe ograniczenia zamienia się tu w aktorski atut. Drugą rzeczą która wyróżnia serię o Johnie Wicku od innych to gatunkowa świadomość i scenariusz, który garściami czerpie nie tylko z kina, ale całej popkulturowej spuścizny noir.

W pierwszej części mieliśmy drobne ukłony w stronę klasyki. Świat budowany jak w powieściach z lat 50. i metafilmowe gatunkowe gry. To co w pierwszym filmie było subtelnie zaznaczone, tu jest siłą napędową historii. Stahelski i reszta ekipy, postawili na coś, co w dziś kinie jest niespotykane, a kiedyś było normą – rozbudowanie przedstawionego świata i stworzenie własnej mitologii. I tu znów pierwsze skrzypce gra Richard Stark i jego cykl o Parkerze. Świat Wicka jest zatem światem mafii, rządzącym się własnym kodeksem, posiadający swoje struktury. Poza nim nie ma nic. Policja jest sprzedajna. Cywile nieświadomi niebezpieczeństwa. Całość zaś mimo wszystkich wybuchów, cudownych one-linerów (tu najlepsza scena stanowczo należy do Laurence’a Fishburne’a i jego „Somebody PLEASE get this man a gun”) zmierza absolutnie świadomie w stronę mroczną i pozbawioną złudzeń.

„John Wick 2” to bowiem „Imperium Kontratakuje” kina akcji. Lub jak wolicie – najlepszy sensacyjny sequel od czasu „Ojca Chrzestnego 2”. Stahelski kapitalnie miesza tu estetyki – mamy więc i współczesną broń, gadżety, a przy tym staroświeckie telefony, centrale, hotele – dzięki czemu przeszłość mieszą się tu z przyszłością tworząc wizualną petardę. Oto spełnienie marzeń fanów Johna Woo o dziele na miarę „Lepszego jutro”.  Film, który żonglując cytatami (od „Damy z Szanghaju” Wellesa, przez „Django” – pojawia się tu nawet Franco Nero – po „Drogę smoka”) staje się tym, czym miał być „Kill Bill” – filmem akcji totalnej. Czy też filmem totalnym. Naładowanym testoseronem. Świetnie opowiedzianą historią wynoszącą pulp na wyżyny sztuki. I okrucieństwa.  Bo „John Wick 2” to pulpowa poezja okrucieństwa. Dosłownie i w przenośni. A teraz czekamy na część trzecią. W końcu John musi zabić ich wszystkich…

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

2 komentarze
  • saviolla
    10 lutego 2017 at 19:33
    Skomentuj

    Byłem dziś w kinie … mistrzostwo!

    • Rz
      11 lutego 2017 at 01:03
      Skomentuj

      :))))))

    Dodaj komentarz