kino / dvd

Jesienni zabójcy – zmarnowany potencjał [recenzja]

„Jesienni zabójcy” to adaptacja powieści „November criminals” Sama Munsona. Trzeba przyznać, że wybór materiału do scenariusza był odważny, bo choć powieść zaczyna się intrygująco, to później dzieje się z nią różnie. Z filmem, niestety, też.

Phoebe i Addison to dwójka przyjaciół, którzy właśnie zaczynają odkrywać wzajemną fascynację. Stoją na progu poważnych decyzji związanych z wyborem kierunku studiów, ale też i dalszej drogi życiowej. Pewnego dnia, odwiedzają przyjaciela Addisona, Kevina, który pracuje w kawiarni. Chwilę po ich wyjściu chłopak zostaje zamordowany. Policja uznaje, że były to porachunki gangów zmierza do zamknięcia sprawy, tymczasem rozgoryczony Addison podejmuje własne śledztwo, by oczyścić dobre imię przyjaciela. Phoebe, chcąc nie chcąc, pomaga swojemu świeżo upieczonemu chłopakowi, przy okazji wpadając w tarapaty.

Sama koncepcja licealisty tropiącego zabójców swojego przyjaciela, choć niezbyt oryginalna, jest interesująca i daje mnóstwo możliwości do przedstawienia świata młodzieży, ale również i zderzającego się z nim świata dorosłych. Brutalne zetknięcie rodzącej się fascynacji seksualnej ze śmiercią, swoiste pożegnanie niewinności jest być może najbardziej zaprzepaszczonym wątkiem w filmie. Bohaterowie po prostu przechodzą nad tym do porządku dziennego. Oczywiście, Addison miota się na lewo i prawo, ale nie dlatego, że stracił przyjaciela, ale dlatego, że denerwuje go, iż policja uważała go za kryminalistę. Chodzi więc z kamerą, to na posterunek policji, to do handlarzy narkotyków i zadaje pytania.

Film cierpi na tę samą przypadłość, co powieść – zaczyna się intrygująco, a potem coraz bardziej zwalnia tempo, przy okazji stając się coraz bardziej naiwnym. Bo kto, nawet mając podejrzenie, że zdobędzie informacje od podejrzanego typka, którego ostatni raz widział pięć lat temu (!), pojedzie do niebezpiecznej dzielnicy, nocą, ze swoją dziewczyną i wejdzie do pełnego dilerów klubu, by spytać, czy nic nie wiedzą? Niestety, film, który mógłby być ciekawym kryminałem, przy okazji łączącym wątki z przemianą dojrzewających bohaterów, szybko okazuje się młodzieżowym obrazem, który widzów chce przyciągnąć jedynie znanymi młodymi twarzami. W główne role wcielają się bowiem Ansel Elgort (który błysnął ostatnio w „Baby driver”, a tutaj, no cóż…) i Chloë Grace Moretz (Hit Girl z obu „Kick Assów”, nagrodzona m.in. za „Pozwól mi wejść”). Wspierają ich weterani nominowani do Oscarów (Catherine Keener i David Strathaim), ale przez te osiemdziesiąt dwie minuty projekcji jedynie migają na ekranie. Koniec końców, film choć nie przynosi twórcom wstydu, nie zapewni im też chwały, a mało oryginalna pointa nie pomoże mu nawet wybić się poza średnią i wryć w pamięć widzów. Choć, widząc możliwości Elgorta i Moretz, kiedyś pewnie będzie ciekawostką w ich filmografii.

DVD zawiera dodatkowo materiał o realizacji filmu, w którym możemy krótko przyjrzeć się pracy twórców.

Jesienni zabójcy. Reżyseria: Sasha Gervasi. Występują: Chloe Grace Moretz, Ansel Elgort, Catherine Keener, David Strathaim. USA 2018 (DVD)
5
Jesienni zabójcy. Reżyseria: Sasha Gervasi. Występują: Chloe Grace Moretz, Ansel Elgort, Catherine Keener, David Strathaim. USA 2018 (DVD)
Kategorie
kino / dvd
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), "Królestwo gore" (2017) oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), cykl "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz