Kino Świat
kino / dvd

Jackie – Portman kontra sztampa [recenzja]

Biograficzna opowieść o Jackie Kennedy to popis aktorskiej maestrii Natalie Portman. I niestety to wszystko, co można dobrego o tej produkcji powiedzieć. Reszta to niemrawa biografia, która próbuje udawać wielkie kino.

 

W dzieciństwie miałem ciotkę, która niemal na każdym rodzinnym spotkaniu wygłaszała tyrady o wielkości dwóch kobiet – Jackie Kennedy i Księżny Diany. Jackie, była wielka, Jackie się nie złamała, Jackie była dumną kobietą, która była poniżana przez mężczyzn. I tak dalej. Oglądając „Jackie” Pablo Larraína przypomniały mi się wszystkie opowieści mojej ciotki. Ciotki, która przypomnę urodzonym w latach 90., nie miała dostępu do internetu, a wiedzę czerpała albo z magazynów w rodzaju „Kobieta i życie”, albo z cudem wygrzebywanych zagranicznych książek. Piszę o tym z jednego powodu – otóż po seansie „Jackie” odniosłem wrażenie, że więcej o charakterze i niezłomności Jackie Kennedy dowiedziałem się od ciotki, niż z filmu Larraína.

„Jackie” to opowieść o kilku dniach między zabójstwem a pogrzebem Johna F. Kennedy’ego. Narracja jest tu prowadzona dwutorowo – w jednym wątku obserwujemy wywiad jakiego udzieliła Jackie tydzień po śmierci męża, w drugim wydarzenia poprzedzające zamach i to co wydarzyło się tuż po nim. Pomysł dobry. Z jednej strony możemy obserwować kobietę na skraju załamania nerwowego. Kobietę, która kilka chwil temu trzymała na kolanach rozpadająca się czaszkę męża, a zaraz po tym musi stanąć przed całym narodem i udawać silną. Z drugiej – kobietę, która w pustym domu próbuje odnaleźć miejsce dla siebie przeżywając przy tym żałobę, która z intymnego doświadczenia, stała się doświadczeniem całego kraju.

Mogła zatem „Jackie” być portretem podwójnym –  kobiety, której świat rozpada się na kawałki i kobiety, której osobista tragedia staje się tragedią publiczną. Niestety zabrakło tu jednej drobnej rzeczy – pomysłu na to, jak scalić ze sobą te historie. W efekcie czego „Jackie” nie wywołuje żadnych emocji. Narracja snuje się leniwo od dialogu do dialogu, a pozorną głębie opowieści nadawać próbuje funeralna muzyka i powolna praca kamer. Zresztą określenie pozorne, chyba idealnie oddaje prawdę o tej biografii. Wszystko bowiem jest w „Jackie” udawane. Pozorne. Zrealizowane tak, aby budzić podziw, ale poza nim niczego więcej nie oferuje.

Podobne sprawne zabiegi montażowe (a to wplecione w fabułę autentyczne zdjęcia, a to stylizacja montażowa na produkcję z lat 60.) znamy już od czasów „Foresta Gumpa”, z tą różnica, że tam wrażenie robiły – tu mają na celu odwracać jedynie uwagę od faktu, że na ekranie nie dzieje się kompletnie nic. Wysmakowane kadry w których zakrwawiona Jackie spaceruje wzdłuż sterylnych pięknych wnętrz, zabawy z kolorami, ostrością obrazu – to wszystko kuglarsko-filmowe sztuczki, które mają wmówić nam, że obcujemy z rzeczą wybitną i ważną. Choć nie mówi ona ani nic wybitnego, ani ważnego. Owszem – nie ulega wątpliwości, że rola Portman to kreacyjny majstersztyk, że ona nie gra Jackie Kennedy, a nią jest. Ale to tak naprawdę jedyny powód, dla którego warto ten film obejrzeć. Reszta to biograficzna wydmuszka. Podrasowany dramat rodem z telewizji Hallmark. Z lepszymi zdjęciami, lepszą scenografią i oświetleniem. Ale równie pozbawiony pomysłu i gustu.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz