kino / dvd

Interstellar


Interstellar. Reżyseria: Christopher Nolan. Wykonanie: Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Michael Caine, Ellen Burstyn i inni. USA 2014


Najbardziej przełomowy film fantastyczny? Innowacyjne dzieło? Nic z tych rzeczy. Christopher Nolan znów to zrobił – stosując mądrą i cwaną politykę marketingową wmówił światu, że stworzył nowatorskie arcydzieło. Tyle że „Interstellar” to żadna filmowa innowacja a klasyczna fantastyka rodem z lat 50. tyle, że opowiedziana współczesnym językiem filmowym.

 

Ziemia umiera. Nie ma już wojsk, wojen a i granice i podział na państwa zdaje się zbędny. Nasza planeta kona, a wraz z nią dogorywa ludzka rasa. Jedyną nadzieją na zbawienie jest ucieczka poza nasz układ słoneczny. Odkrycie innej galaktyki i planety którą da się skolonizować. Misji tej podejmie się Cooper w dawnych czasach astronauta i świetny pilot, który po wypadku przebranżowił się i został rolnikiem. Wraz z grupą naukowców przeleci on przez tunel czasoprzestrzenny i sprawdzi czy odkryte nowe planety nadają się do zamieszkania.

 

I o tym jest „Interstellar” – projekt, którego scenariusza Nolan pilnował jakby to był najważniejszy dokument na planecie Ziemia. Słusznie? Raczej nie, bo fabularnie „Interstellar” to powtórka doskonale znanych już motywów. Mamy tu i zabawne roboty (pamiętacie tego z „Zakazanej planety”?) i motywy bezpośrednio pożyczone z „When Worlds Collide” i – uwaga – „Niezwykle zmniejszającego się człowieka”. A zatem wszystko co już znacie, widzieliście i wiecie jak się skończy. Czyli w zasadzie jest to dokładnie identyczna sytuacja jak w z filmem „Incepcja”. Tam Nolan próbował wmówić nam, że tworzy wielkie dzieło podświadomości, a w rzeczywistości powtórzył tylko w sennym anturażu klasyczny czarny kryminał o „ostatnim skoku”” który zawsze idzie źle.

 

W wielu recenzjach „Interstellar” pojawiają porównania do Tarkowskiego, Lema i Kubricka. Tyle że są one równie zasadne jak porównywanie Tarantino do Ceylana. Coś wspólnego mają – kręcą filmy, ale na tym podobieństwa się kończą. „Interstellar” nie jest żadnym traktatem filozoficznym (a jeśli tak to bardzo nieudolnym), czy próbą opisana rasy ludzkiej. To prosty filmowy pulp rodem ze złotej ery fantastyki tyle że opowiedziany za ciężkie miliony. Budżet się zmienił, sposób filmowania także, ale wszelkie niedoskonałości dawnych filmów fantastycznych Nolan powielił. A zatem mamy tu nieznośną ilość patosu, który zalewa ekran gdzieś od drugiej godziny projekcji. Wyjaśniane dziwnym językiem naukowe teorie i wreszcie bohaterów, którzy nie rozmawiają ze sobą jak ludzie, a przerzucają się sentencjami. A to o odpowiedzialności, a to o Bogu, a to o miłości. Taki Coelho, tyle że w filmowej wersji. Tyle że nie ma się o co na Nolana obrażać. Wystarczy sięgnąć po jakikolwiek klasyk SF z lat 50. ubiegłego wieku, aby przekonać się, że takie dialogi są tam na porządku dziennym. Czy Nolan mógł ich uniknąć? Pewnie tak.

 

Żeby nie było, że tylko narzekam. Są w tym filmie rzeczy bardzo udane. Począwszy od niesamowitych zdjęć planet, po bardzo ładnie zarysowane relacje bohatera z dziećmi. Ponoć nie jestem jedynym ojcem córki, który wzruszył się na tym filmie. A to tylko stanowi dowód na to, że w tej materii Nolan się przyłożył i postaci namalował wdzięcznie i prawdziwie. A że pod koniec kazał wygłaszać im koleje frazesy… No cóż…

 

I taki to jest film. Popękany i nierówny. Świetnie radzący sobie z kosmosem i nowymi planetami, ale dość nieporadny w rozmowach zwykłych ludzi. Raz zapierający dech w piersi, kiedy indziej irytujący okropnymi dialogami. Ale mimo wszystko wciągający. Trzy godziny w kinie minęły jak z bata strzelił. Znaczy wciąga – jak na film klasy „B” przystało.

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz