kino / dvd

Imagine

Imagine. Reż. Andrzej Jakimowski Wyk. Edward Hogg, Alexandra Maria Lara, Melchior Derouet. Francja, Polska, Portugalia, Wielka Brytania 2012.. Kino Świat

Przyznam, że „Sztuczki” (poprzedni film Jakimowskiego) podobały mi się średnio. Zdecydowanie wolałem „Zmruż oczy”, a więc debiut reżysera, gdzie zwyczajność jakby mimochodem nabierała waloru niezwykłości. W „Sztuczkach” za dużo było sztuczek właśnie, a więc kalkulacji i gierek. Teraz Jakimowski znów pokazał, na co go stać.

Zrobił film nie tylko piękny ale i nieprzegadany, co w naszym kinie jest dosyć rzadkim połączeniem. Może dlatego, że w polskim kinie piękne filmy nie pojawiają się wcale, a przegadane są wszystkie. W każdym razie w „Imagine” słowo jest dopełnieniem obrazu a nie jego (jak to zwykle ma miejsce w naszych produkcjach) powtórzeniem. Inaczej zresztą nie może być, gdyż bohaterami są tutaj ludzie niewidomi. Rzecz się dzieje w Lizbonie, w ośrodku dla ociemniałej młodzieży, dokąd przybywa Ian (Hogg), by nauczać młodych pensjonariuszy sztuki orientacji w przestrzeni. Jego metody są tyleż nowatorskie co kontrowersyjne, Ian bowiem, który sam jest niewidomy, każe swoim podopiecznym odrzucić stygmatyzujące ich białe laski i naśladować nietoperze, czyli wsłuchiwać się w odbijane od przeszkód dźwięki. Stosowanie zasad tej swoistej echolokacji nie wszystkim wyjdzie na dobre, niemniej wychowankowie Iana (przynajmniej niektórzy) zrozumieją jedno: by oswoić świat, trzeba najpierw przestać się go bać.

„Imagine” to nie tylko film o przełamywaniu strachu przed nieznanym. To także subtelna opowieść o miłości (duet: Lara-Hogg naprawdę świetnie się tutaj sprawdza), gdzie uczucie ma smak czereśni zerwanej z akacji (właśnie tak). To również filmowa oda do wyobraźni uzmysławiająca nam, że patrzeć i widzieć to nie to samo. I że najczęściej najbardziej ślepi są ci, co mają zdrowe oczy.

Acha, jest jeszcze coś, coś „Imagine” od innych polskich filmów odróżnia w sposób zdecydowany. To pozytywne wibracje. Polskie kino z zasady stara się grać widzom na nerwach (a jeśli się nie stara, to i tak gra z powodu nieudolności twórców). „Imagine” przynosi ukojenie. No i uwodzi światłem. Ale to już pewnie zasługa Lizbony.


Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz