Solopan
kino / dvd

Ida

 

Film wygrał już festiwal w Gdyni, London Film Festival i Warszawski Festiwal Filmowy. A przed nim na pewno następne nagrody. Czy to znaczy, że „Ida” to film specjalnie skrojony pod gusta festiwalowych jurorów? Niekoniecznie, to po prostu dobrze wymyślona i dobrze opowiedziana (a może raczej: dobrze niedopowiedziana) historia.

 

W każdym razie w naszej kinematografii „Ida” to pozycja wyjątkowa – już choćby przez to, że obraz w tym filmie dopełnia treści wyrażone przez słowa, a nie je powiela. Angielska robota, chciałoby się rzec, zwłaszcza że Pawlikowski reżyserskiego fachu uczył się w Wielkiej Brytanii właśnie. Oczywiście nie uniknie się porównań „Idy” z „Pokłosiem” Pasikowskiego. Oba filmy w końcu dotykają spraw dla nas wstydliwych i przez naszą historię długo przemilczanych, chodzi naturalnie o zbrodnie popełnione podczas drugiej wojny światowej przez niektórych Polaków na żydowskich sąsiadach. Ujęcia tego tematu w obu filmach różnią się zasadniczo. I nie tylko dlatego, że Pasikowski spogląda na „problem” z perspektywy naszej współczesności, Pawlikowski zaś pokazuje go z punktu widzenia ludzi, dla których wojna jest wciąż bolesnym doświadczeniem, żywym i bliskim, takim z przedwczoraj (akcja „Idy” toczy się na początku lat 60. ubiegłego wieku). Chodzi jeszcze o sposób, w jaki w obu filmach artykułowane są emocje: o ile bowiem w „Pokłosiu” rządzi  histeria, o tyle w „Idzie” dominuje cisza. Czy też może raczej milczenie. To ostatnie mówi jednak więcej niż najbardziej afektowany krzyk. Stąd „Ida” przy „Pokłosiu” jest niczym brylant przy łupku obrobionym młotkiem.

 

Główną bohaterką jest tu nowicjuszka Anna (Trzebuchowska), która przed złożeniem ślubów zakonnych odwiedza swoją jedyną krewną, siostrę swojej matki .Właśnie od ciotki (Kulesza), która za czasów stalinowskich była nazywana Krwawą Wandą, bo jako prokurator wysyłała ludzi („wrogów ludu”) na śmierć, dziewczyna dowiaduje się, że jest Żydówką i ma na imię Ida. Przyszła zakonnica postanawiać jechać do wsi, gdzie przed wojną mieszkali jej rodzice, by odnaleźć ich groby. Wtedy słyszy od ciotki: „A co będzie, jeśli tam pojedziesz i okaże się, że nie ma Boga?”.

 

To bardzo literacka fraza, nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili brzmi jak dysonans. To wrażenie szybko jednak mija, głównie dzięki znakomitej kreacji, jaką w filmie stworzyła Agata Kulesza. Jej bohaterka ma tu wiele wcieleń: to kobieta samotna i femme fatale jednocześnie, to człowiek wewnętrznie wypalony i zarazem ktoś, kto desperacko trzyma się życia, przede wszystkim jednak to osoba jakby wyposażona w dzisiejszą świadomość. W każdym razie Wanda wie o świecie więcej niż inne postaci z filmu. Wie na przykład, do czego są zdolni ludzie. Przy czym sama dla siebie jest tu oskarżeniem i dowodem. I ta samoświadomość jest dla niej chyba największym ciężarem. Ale czyjeś przewiny nie mogą przecież stanowić żadnego usprawiedliwienia dla cudzych zbrodni. Stąd też Pawlikowski w swoim filmie nie relatywizuje odpowiedzialności za grzechy ani nikogo nie rozgrzesza z jego podłości. Czy to znaczy, że wszystko nazywa po imieniu? Nie, bo nazwać, znaczyłoby – uprościć.

 

„Ida” to film dojmujący w przekazie i wiarygodny w obrazie. Czarno-białe zdjęcia Lenczewskiego i Żala, nawiązujące zresztą do najlepszych osiągnięć Polskiej Szkoły Filmowej, w tym do filmów Wajdy i Hasa, budują bardzo przekonujący klimat epoki. To czas gomułkowskiej „małej stabilizacji”, czas, kiedy ludzie chcieliby zapomnieć o tym, co było i myśleć o tym, co będzie. Film świetnie oddaje ten stan zawieszenia i swoistej bezwyjściowości.. Choćby w scenie, kiedy Wanda samotnie pije w knajpie wódkę. Obskurne wnętrze, za oknem obskurna rzeczywistość, a z radia lecą radosne pienia – jak nie  „Rudy rydz” w wykonaniu Heleny Majdaniec, to „O, Jimmy Joe, ja kocham ciebie” Karin Stanek. Nic tylko zapić się na śmierć albo… żyć dalej. Ida ma przed sobą poniekąd jeszcze trzecie wyjście.

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz