IFC
kino / dvd

I Am Not A Serial Killer – nastoletni socjopata na tropie [recenzja]

Ekranizacja bestsellerowego młodzieżowego horroru Dana Wellsa, to kapitalny przykład na to jak umiejętnie łączyć niezależne kino obyczajowe z opowieścią o potworach.

John Cleaver to wyalienowany nastolatek, którego miejscowy psychiatra zdiagnozował jako socjopatę, z tendencją do nieuzasadnionych aktów przemocy. Ponieważ John przeczytał wszystko co można przeczytać a temat seryjnych morderców, uznaje iż najprawdopodobniej zostanie jednym z nich. Jeśli oczywiście przestanie nad sobą panować. Dlatego też stroni od ludzi, żyje we własnym świecie z całych sił walcząc z mroczną stroną. Co łatwe nie jest. Matka Johna bowiem prowadzi zakład pogrzebowy, a chłopak pomaga jej w balsamowaniu zwłok. Jakby tego było mało w miasteczku zaczyna grasować prawdziwy seryjny morderca. John postanawia go schwytać, nie zdając sobie sprawy z faktu iż przyjdzie mu się zmierzyć z bytem pochodzącym nie z tego świata.

Powieść Wellsa, którą okrzyknięto młodzieżową wersją „Dextera”, doczekała się pięciu kontynuacji, a dziś seria o Cleaverze uchodzi za jeden z najlepszych cykli młodzieżowych. Zupełnie słusznie, bo jego autor kapitalnie łączy w nim małomiasteczkowy klimat rodem z powieści obyczajowej, dowcipnie prowadzony wątek dojrzewania i dylematów nastolatków, z umiejętnie budowanym napięciem i grozą. Coś jakby Stephen King wspólnie z nickiem Hornbym i Richardem Russo postanowili wspólnie napisać powieść. O ile jednak ta kombinacja idealnie sprawdzała się na papierze, tak w filmie – już niekoniecznie musiała. Na szczęście „I Am Not…” trafiło w ręce Irlandczyka, Billy O’Briena.

Twórca kapitalnej, choć w Polsce niedocenionej, „Izolacji” postawił na kino ascetyczne i subtelne. Dużo tu kadrów pustych ulic, brzydkich domów, zaśnieżonych podjazdów. Narracja prowadzona jest niespiesznie, a reżyser zamiast epatować nas okrucieństwami, woli powoli wprowadzać nas w świat tak bohatera, jak miasteczka w którym żyje. Groza zaś nadciąga powoli, osaczając zarówno Johna jak widzów.

„I Am Not…” to jeden z tych filmów, które uwodzą swoim klimatem i spokojem tylko po to, aby uśpić naszą czujność i zdzielić w głowę w najmniej spodziewanym momencie. I za to chwała reżyserowi i całej ekipie, która nie szarżuje, a subtelnie wprowadza nas w klimat i opowieść. Dzięki temu powstał daleki od banału film, który potraktować można zarówno jako kino grozy (bo w końcu mamy tu i potwora, i umiejętnie budowane napięcie), jak i historię obyczajową pokazującą jak trudnym czasem w życiu człowieka jest okres dojrzewania. Groza dojrzewania? Jak najbardziej. Wszak nie ma nic straszniejszego od dojrzewania. No, może poza potworami.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz