kino / dvd

Hipnotyzer

Hipnotyzer

Hipnotyzer (Hypnotisoren). Reż. Lasse Hallstrom. Wyk. Tobias Zilliacus, Mikael Persbrandt, Lena Olin. Szwecja 2012. Kino Świat.

Ten „Hipnotyzer” mnie jakoś nie zahipnotyzował. Raczej mocno zmęczył, zwłaszcza że trwa bite dwie godziny. To istna droga przez mękę. Męczymy się my, widzowie, męczy się też wyraźnie i reżyser, który miejscami zupełnie nie ma pojęcia, jak obejść nielogiczności i nieprawdopodobieństwa scenariusza. Czasem wręcz idiotyczne. Ja wiem, że scenariusz ów został oparty na bestsellerze małżeństwa Ahndoril, ukrywającego się pod pseudonimem Lars Kepler, no ale jak powiedział Truffaut, nie ma dobrych historii, są tylko dobre filmy. Ten akurat jest zły.

Przede wszystkim jest mało oryginalny, bo w całości skompilowany z motywów, które już dobrze znamy. Gdyby złożyć do kupy „Musimy porozmawiać o Kevinie”, „Klątwę skorpiona” i „Titanica” (ale w wersji śródlądowej), to otrzymalibyśmy właśnie takiego filmowego frankensteina (pisanego z małej litery) jak „Hipnotyzer”. Poza tym Hallstrom nie za bardzo sobie tu radzi z reżyserią (chyba jednak powinien się trzymać tych swoich „Czekolad” i ”Kronik portowych), no i nie popisują się też aktorzy. Persbrandt, którego zresztą bardzo lubię, snuje się po ekranie w takim tempie, że ma się ochotę kopnąć go w tyłek, by choć trochę przyspieszyć filmową akcję. A Zilliacus to już tragedia. W każdym razie policjanta, którego gra, a który prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa pewnej rodziny, powinno się od razu przenieść do drogówki. A jeszcze lepiej – uczynić go stróżem na policyjnym parkingu.

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz