M2Films
kino / dvd

Głosy

Pierwsza amerykańska fabuła zrealizowana przez autorkę „Persopolis”. Może następna będzie lepsza…

Są ludzie którzy dzielą filmy na dobre i złe. Są też tacy którzy dorzucają jeszcze trzecią kategorię – filmy niepotrzebne. To taki twór ani dobry, ani zły, za to na pewno absolutnie zbędny. I takie są właśnie „Głosy” Satrapi.

W zamyśle twórców dziełko to miało zapewne być oryginalne i zabawne. I jest, ale tylko przez pierwszy kwadrans. Potem „Głosy” grzęzną z powielaniu schematów i ogrywaniu w nieskończoność tej samej sceny.

Oto Jerry, miły sympatyczny chłopak, kiedyś spędził co prawda sporo czasu w psychiatryku, ale teraz się leczy, pracuje i cały czas o siebie dba. Teoretycznie, bo tak naprawdę już od dłuższego czasu Jerry nie łyka swoich leków, dzięki czemu w domu prowadzi on długie dyskusje ze swoim psem i kotem. W tym duecie pies to dobry policjant, poczciwa mordka i poczciwe zamiary. Kot zaś jest tym złym – przeklina, zachowuje się ordynarnie a przede wszystkim nakłania bohatera do zbrodni. Na efekt nie trzeba zbyt długo czekać. Kiedy pewnej nocy Jerry będzie jechał samochodem z piękną Fioną potrącą jelenia. Zwierzę poprosi o to, by Jerry je dobiła, zaś przerażona tym faktem (dobiciem, nie rozmową) Fiona zacznie uciekać w las. Kiedy Jerry ją dogoni, dziewczyna przez przypadek kilkanaście razy nabije się na jego nóż. Dzięki podpowiedziom domowych zwierzątek Jerry zwiezie ciało dziewczyny do domu, poćwiartuje i spakuje do małych pojemniczków. I od tej chwili proste życie naszego bohatera zacznie się niebywale komplikować.

Choć te komplikacje są tylko teoretyczne. W praktyce ograniczają się bowiem do kolejnych scen, w których rozmawia on a to z kotem, a to psem, a to głową Fiony. I tak już będzie do końca. Owszem kilka ofiar przybędzie, ale nic z tego nie wyniknie. Ani postać bohatera się nie zmieni, ani jego świat. I tak do przewidywalnej puenty „Głosy” będą próbowały być zabawną czarną komedią o psychopacie, bardziej koncentrując się jednak na próbach niż efekcie.

Rozumiem że Satrapi marzyła się przewrotna komedia krzyżująca „American Psycho” z opowieściami na życiu na amerykańskiej prowincji. Niestety zabrakło tu przede wszystkim scenariusza. Po pierwszej ofierze Jerryego film wpada w koleiny powtarzalności, z których już nie wyskakuje. I tak w filmie o szaleństwie zabrakło szczypty obłędu, który powinien być siłą napędową tej historii.

Oglądając sceny, w których Jerry debatuje z głowami swoich ofiar przypomniałem sobie scenkę w kinie z nieśmiertelnego „Amerykańskiego wilkołaka w Londynie”.  Jeśli ktoś nie widział: chodziło w niej o to, iż ofiary zabójstw wilkołaka spotykają się z nim w kinie i sugerują mu, aby się zabił, bo nic lepszego w życiu już go nie czeka. Te niespełna pięć, genialnych  minut w filmie Landisa w brutalny sposób obnaża miałkość filmu Satrapi, który chce być zabawny, chce szokować, tylko nie ma do tego ani narzędzi, ani pomysłu jak je użyć. Szkoda, bo film o słodkim psychopacie, który gada ze swoim demonicznym kotem mógł być dobry. Gdyby twórcom starczyło inwencji na coś więcej niż zabawny początek.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz