Monolith Video
kino / dvd

Dziewczyna z pociągu – film z problemami [recenzja]

„Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins to bezsprzecznie największy powieściowy bestseller ostatnich lat. 15 milionów sprzedanych egzemplarzy. Status najczęściej kupowanej powieści ostatnich lat. Czy najlepszej? Nie. A ekranizacja tej powieści, brutalnie obnaża miałkość fabuły Hawkins.

Realizując „Dziewczynę z pociągu” Amerykanie oczywiście przenieśli akcję z podmiejskich dzielnic Londynu, w okolice Nowego Jorku. I w sumie na tym kończą się gruntowne ingerencje w tekst. Reszta filmu Taylora to wierna adaptacja powieści, której siła tkwiła nie w skomplikowanej fabule, a wyrazistym opisie upadku pewnej przeciętnej kobiety.

Rachel pije i nie potrafi już przestać. Pije, bo rozpadło się jej życie, mąż odszedł do innej, a ona nie potrafi się z tym pogodzić. Zwolniono ją z pracy. Mieszka wynajmując kąt u koleżanki. Próbuje zachowywać pozory normalności, jeżdżąc codziennie pociągiem z przedmieść do miasta. Podczas tych podróży ukradkiem popija, obserwując przy tym zmieniający się za oknem krajobraz. Pewnego dnia, zobaczy coś co zburzy jej wyobrażenie o szczęśliwym życiu pewnej miłej dziewczyny. Jakby tego było mało, Rachel jednego wieczora wda się w awanturę z byłym mężem i wróci do domu zakrwawiona, na zerwanym filmie. Tej samej nocy, jak się okazuje, zaginęła, obserwowana przez nią dziewczyna. Rachel zaczyna podejrzewać, że to ona ją zamordowała. Rozpoczyna prywatne śledztwo, które ma nie tylko zbliżyć ją do prawdy, ale i pomóc wytrzeźwieć.

W powieści od prostoty fabularnej „Dziewczyny…” skutecznie odwracała uwagę alkoholowa narracja i opisy powolnego upadku Rachel. W filmie zaś materiał ten starcza na raptem kwadrans projekcji. Potem zaczyna nudzić, a reżyser musi budować opowieść, nie na tym co dzieje się w głowie bohaterki, a dookoła niej. I tu materiał powieściowy zawodzi na całego. Bo śledztwo prowadzone przez Rachel nie dość, że jest nudne, statyczne to jeszcze do bólu przewidywalne. Owszem Emily Blunt dwoi się i troi, aby pokazać wyraziście alkoholową chorobę swojej postaci, ale nawet najwybitniejsza kreacja aktorska, nie jest w stanie nadać tempa thrillerowi. Wszystko tu się rozłazi, rozmywa. Ludzie, których spotyka Rachel są niewiarygodni. Jej śledztwo zamiast wciągać, nuży, a przy tym wychodzą na wierzch wszelkie jego nielogiczności. No bo jak mąż zaginionej dziewczyny mógł nie poznać jedynego, domniemanego świadka i zarazem podejrzanego policji? I tak dalej. Nie robi wrażenia w filmie, także finałowy twist, czyli moment w którym opadają wszystkie zasłony i niedomówienia. Jakim cudem bohaterka nigdy nie skonfrontowała się wcześniej z własnymi demonami, skoro niemal każdy pijany (a Rachel nie jest tu wyjątkiem) przecież dąży do konfrontacji z wrogami. Że niby nikt nie traktuje poważnie pijaczki? Owszem, ale to co z nią zrobiono w prawdziwym życiu wydałoby się przecież przy pierwszej okazji. Owszem – film nie musi być prawdziwy, ale wypadałoby, aby był wiarygodny, a tego niestety tu brakuje. W efekcie powstało dziełko, którego główną siłą napędową jest Emily Blunt. Dla niej warto je oglądać. Bo raczej nie dla intrygi, ani psychologicznej wiarygodności postaci.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz