kino / dvd

Drogówka

Drogówka. Reż. Wojtek Smarzowski. Wyk.: Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Julia Kijowska Polska  2013, Next

Spróbuję zrobić to inaczej. Za każdym razem gdy pisze się o filmach Smarzowskiego, pisze się o tym jak reżyser widzi Polskę. Smarzowski + wódka = bardzo brzydka Polska. Fakt z którym nie można dyskutować. „Drogówka” to także film o Polsce i jej brzydkim obliczu i znów nie można z tym dyskutować. Mnie jednak bardziej od Polski i tego jak widzi ją reżyser w „Drogówce” zainteresowało to jak Smarzowski widzi kino. Jak niesamowicie się twórczo rozwinął wyrastając nie tylko na reżysera wybitnego, ale obecnie w naszym kraju jedynego, który konsekwentnie i doskonale radzi sobie z kinem tak gatunkowym, jak tym zaangażowanym.

Smarzowski nie lubi kiedy przykleja mu się „gębę” twórcy gatunkowego, bo jak sam twierdzi nie czuje żadnego przywiązania do gatunków. Paradoksalnie właśnie dlatego wychodzi mu najlepiej w tym kraju kręcenie filmów gatunkowych. Dlaczego? Z prostego powodu. Twórczość wszystkich naszych reżyserów podzielić można na dwie kategorie: tych (te) które napinają się, aby tworzyć rozrywkowe kino gatunkowe i tych (te) którzy tworzą kino ważne. Ci którzy kręcą komedie, czy filmy sensacyjne kończą jak Korin czy Angerman z ręką w nocniku i dziełem, które obok kina gatunkowego co najwyżej kiedyś leżało. Ci którzy próbują mówić o rzeczach ważnych jak Rosłaniec, młody Skolimowski, toną w bagnie wydumanych wizji świata i dialogów napisanych jakimś językiem, ale na pewno nie polskim. A Smarzowski ma to wszystko gdzieś. Bardzo wyraźnie podzielił swoje życie zawodowe na to robione dla pieniędzy: reklamy, seriale i to robione dla siebie: filmy. Przez to, że nie lubi łatek gatunkowych, kreci filmy tak jak je czuje, dzięki temu sprawnie łączy wyniesioną z młodzieńczych projekcji filmowych wiedzę o kinie gatunkowym z wizją świata dojrzałego emocjonalnie faceta. Z tego połączenia wychodzą mu rzeczy nie tylko mądre i przemyślane, ale i kapitalnie skonstruowane. W „Drogówce” widać to doskonale.

Powiem więcej. – poza „Pitbullem” nie pamiętam polskiego filmu sensacyjnego (czy bardziej kryminalnego, bo „Drogówka” to „czarny kryminał” w stanie czystym), który byłby tak dobrze skonstruowany. Opowiadając historię siedmiu policjantów z warszawskiej drogówki, Smarzowski koncertowo zadbał o detale, jest on bowiem reżyserem świadomym tego, że kino gatunkowe opiera się na wiarygodnej konstrukcji przedstawianego świata (to zdanie – szkoda że nie moje – powinien wytatuować w jakimś widocznym miejscu każdy polski reżyser, który bierze się za ten rodzaj kina). Nie jest ważne czy kręcisz historię o zombie, sprzedajnych glinach czy zakochanych nastolatkach. Jeśli o tym się zapomina, wychodzi zwyczajny zakalec, do którego owszem można dorabiać ideologię („Sęp”) ale żadne wielkie słowa i tezy nie sprawią, że film będzie dało się oglądać.

W „Drogówce”  każde zdanie wypowiadane przez bohaterów, każde ujęcie, każda przewijająca się przez pierwszy czy drugi plan postać ma znaczenie. Podobnie jak Warszawa – świetnie sfotografowana, brudna, smutna i pełna zła. Te wszystkie elementy razem tworzą film. Bo gęsty kryminał tak się konstruuje – począwszy od stworzenia świata po zapętlenie wątków i postaci, które w kulminacyjnym momencie ułożą się w całość. I wcale nie chodzi o to, aby wymyślić oryginalną intrygę. Nie. Siła „Drogówki” nie tkwi w oryginalności fabuły – w końcu nie jeden raz widzieliśmy historię o wrobionym w zabójstwo glinie – a w jej rzetelności i konsekwencji opowiadania. Tym o czym nikt w tym kraju nie pamięta (by przypomnieć tylko „Palimpsest’).  Tak więc dziękuję Smarzowskiemu za to, że pokazał polskim twórcom i widzom jak kreci się kryminały. Niegłupie kryminały, wymykające się gatunkowym ramom i mówiące wiele o prawdziwym życiu. Ale na tym polega siła dobrego kina gatunkowego: nawet nie wiadomo kiedy przestaje być ono kryminałem stając się komentarzem do zastanej rzeczywistości. Nie wierzycie? To obejrzyjcie sobie „Francuskiego łącznika”, „Żyć i umrzeć w Los Angeles” czy „Zbiega z Alcatraz”.

PS

A co do Polski i przerysowania postaci gliniarzy powiem tyle. Dwa lata temu patrol policyjny okradł mnie z dokumentów, telefonu i paru innych rzeczy, tak po prostu dla zabawy –  „a teraz kurwa idź na policję”. Pół roku temu pewien jegomość w kolejce do baru wyciągnął klamkę i zniecierpliwiony czekaniem zaczął nią machać, krzycząc przy tym: „policja kurwa, wszyscy spierdalajcie, pan daje pół lita migiem”. Ktoś powie patologia i przypadki, które nie potwierdzają reguły. Ja tam się jednak cieszę że Smarzowski w swoim filmie sportretował takich właśnie „miłych” policjantów.

 

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz