kino / dvd

Dom zbrodni – klasyczna Agatha Christie [recenzja]

Agatha Christie to nazwisko, które zawsze gwarantuje znakomitą rozrywkę dla wszystkich miłośników kryminału. O ile jednak trudno znaleźć słabe punkty w jej bogatej bibliografii, to już z filmami na podstawie jej powieści bywało różnie. Przyjrzyjmy się najnowszej adaptacji jednego z jej najlepszych utworów – „Domowi zbrodni”.

Detektyw Charles Hayward, na prośbę swojej byłej kochanki, próbuje rozwikłać zagadkę śmierci jej dziadka – sędziwego milionera – Aristide’a Leonidesa. Cała szkopuł polega na tym, że w posiadłości, w której doszło do zbrodni aż iskrzy od wzajemnych pretensji, roszczeń, kłótni i intryg, jakie prowadzą między sobą członkowie rodziny. Każdy z nich jest podejrzany, każdy ma swoje mroczne sekrety. Hayward musi znaleźć zabójcę, nim do akcji wkroczy Scotland Yard i odkryje więcej tajemnic rodziny Leonidesów.

Nie ma sensu rozwodzić się nad mistrzowską intrygą jednego z najlepszych kryminałów jakie wyszły spod pióra królowej gatunku. Sama autorka uznawała „Dom zbrodni” za jedno ze swoich najważniejszych dokonań, a przede wszystkim powieść, przy której tworzeniu naprawdę dobrze się bawiła. Zaowocowało to fabułą, która do samego końca nie pozwala przewidzieć finału, a przede wszystkim mnóstwem barwnych postaci, z których każda mogłaby zostać głównym bohaterem innego utworu.

Mając do dyspozycji taki materiał Gilles Paquet-Brenner musiał tylko znaleźć odpowiednich aktorów i odpowiednio ich poprowadzić. Oczywiście nie bez znaczenia jest scenografia, w której się znaleźli i w jaki sposób zostali sfilmowani. Pod każdym z tych względów Paquet-Brenner wywiązał się znakomicie – stworzył coś, o czym już powoli się zapomina – czysty gatunkowo film kryminalny, w którym nie ma wątków z thrillera, pościgów, brutalności, dynamicznej akcji. To popis aktorstwa, operatorów i ukłon w stronę starej szkoły kręcenia tego typu opowieści. Cieszy szczególnie obecność znakomitej Glen Close, niezawodnego Terence’a Stampa i nieco zapomnianego już, tak często niedocenianego Juliana Sandsa. Osobną ciekawostkę stanowi Gillian Anderson wcielająca się w rolę zblazowanej i wyrachowanej Magdy. Zdecydowanie warto zobaczyć ten film, by przypomnieć sobie, że nie trzeba brawury, by opowiedzieć dobrą historię. Dla miłośników Agathy Christie, dobrych kryminałów i starego kina – rzecz obowiązkowa.

Na DVD trafiły jeszcze trzy dokumentalne filmy opowiadające o realizacji „Domu zbrodni”. Klasyczna ciekawostka, jak się okazuje, ostatnimi czasy wcale nie tak częsta w przypadku płyt DVD.

Dom zbrodni. Reżyseria: Gilles Paquet-Brenner. Występują: Max Irons, Gillian Anderson, Julian Sands, Glen Close. USA 2017 (DVD)
7
Dom zbrodni. Reżyseria: Gilles Paquet-Brenner. Występują: Max Irons, Gillian Anderson, Julian Sands, Glen Close. USA 2017 (DVD)
Kategorie
kino / dvd
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), "Królestwo gore" (2017) oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), cykl "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz