kino / dvd

Dog Eat Dog – mistrzowski Willem Dafoe [recenzja]

Adaptacja powieści Eda Bunkera to wejście do brutalnego, okrutnego świata przestępców, którzy zrobią wszystko by nie trafić znów do więzienia. Nawet jeśli będą musieli umrzeć.

 

Fakt, iż twórczość Edwarda Bunkera wciąż jest w Polsce nieznana to jedno z najbardziej wstydliwych niedopatrzeń na książkowym rynku. W sytuacji, gdy rekordy popularności biją pisane przez nawróconych gangsterów pseudoliterackie biografie, mięsista, napisana żywym i mocnym językiem autobiograficzna proza byłego skazańca powinna cieszyć się niebywałą popularnością. Ale nie cieszy, bo nikt jej nie zna. A przynajmniej nikt jej nie czyta, bo z tym znaniem to jest ciut inaczej. Nieżyjący już Bunker w więzieniach spędził pół życia. Za murami więzienia napisał swoją debiutancką powieść („No Beast So Fierce”) a gdy okazała się ona sukcesem (wydana w 1975 roku szybko została zakupiona przez Hollywod, a trzy lata później do kin trafiło oparte na jej motywach „Zwolnienie warunkowe z Dustinem Hoffmanem) Bunker postanowił zmienić swoje życie. Zagrał we wspomnianym filmie, związał się z Hollywood i do więzienia już nie powrócił. Do śmierci w 2005 pisał, publikował i czasami pojawiał się w filmach (Pan Niebieski we „Wściekłych psach”). Jego powieści dziś uznawane są za kanon brutalnego więziennego noir i niemal wszystkie zostały zekranizowane.

Powieściowe „Dog Eat Dog” ukazało się w 1995, opowiadało historię trzech przyjaciół-kryminalistów, którzy decydują się na ostatnią robotę. Robotę, która ma dać im wolność. Pech chce, oczywiście, że nic nie idzie zgodnie z ich myślą. Owszem – fabularnie był to gatunkowy banał, ale Bunkerowi nie chodziło o zaskakiwanie czytelnika niezwykłymi zabawami ze schematami, a rozliczenie z prawnym systemem obowiązującym w Kalifornii, a konkretnie z zapisem, z którego wynikało, iż każdy przestępca, który zostanie schwytany po raz trzeci kończy z wyrokiem dożywocia.

Choć w filmie Schradera lęk przed dożywociem się pojawia, to jego film zupełnie rezygnuje z jakichkolwiek społecznych ambicji. Jego „Dog Eat Dog” to wycieczka do samczego piekła, z którego nikt nie wyjdzie żywy.

Już otwierająca sekwencja wbija w fotel. Oto kamera pokazuje naćpanego po dziurki w nosie Willema Dafoe. Siedzi w fotelu i słyszy głosy. Najpierw w naćpanym zwidzie rozwali telefon. Potem, gdy do domu wróci pewna kobieta z córką reżyser zaserwuje nam sekwencje tak absurdalne i pokręcone, że zupełnie przestaje dziwić fakt, iż „Dog Eat Dog” miał ogromne problemy z dystrybucją w USA. Ten film jest teatrem okrucieństwa i mizoginizmu, ciężkostrawnego i niezrozumiałego dla dzisiejszego widza wychowanego na bajkach o super-bohaterach.

Grany przez Dafoe, Mad Dog to notoryczny kryminalista i socjopata. Jego najlepszym kumplem jest Troy (Cage w najlepszej roli od lat). Wspólnie z Dieselem stanowią bandycką ekipę, która utrzymuje się z drobnych skoków. Ponieważ każdemu z nich grozi dożywicie, obrabiają tylko tych, którzy na policję nie pójdą – dilerów, alfonsów itp. Pewnego dnia Troy uznaje, że powinni wykonać ten ostatni „prawdziwy” skok i wyjechać hem daleko. Wydawało się, że porwanie dziecka pewnego gangstera będzie proste, ale w świecie zbrodni nie ma prostych spraw.

Nierówny to film, oj nierówny. Są w nim sekwencje ocierające się o geniusz, jak choćby otwarcie, sekwencja porwania czy wizje naćpanego Mad Doga. Pech chce, że pozbawiając powieść Bunkera całej socjologicznej otoczki, pozbawił też bohaterów wyraźniej, życiowej motywacji. I tak chwilami można odnieść wrażenie, że podróż przez piekło bezsensownego okrucieństwa, jakiego dopuszczają się nasi bohaterowie pozbawiona jest sensu. A nie jest. To jedyna droga, jaką przed sobą mają. Kiedy zignorowali wszystkie znaki stop, pozostaje im tylko chaos i zniszczenie, w które wciągnięte zostają postronne, zupełnie niewinne osoby.

Na szczęście wszelkie narracyjne potknięcia rekompensują nam tu aktorzy, a szczególnie Dafoe. Od lat nie był w tak doskonałej aktorskiej formie, a jego Mad Dog to autentycznie przerażający wściekły pies. I choćby dla niego warto „Dog Eat Dog” zobaczyć. Ta rola przejdzie do ekranowego kanonu psychopatów. Zresztą, chyba już przeszła, bo nie ma na świecie recenzji, w której nie zachwycano by się kreacja aktora. Zupełnie słusznie.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
2 komentarze
  • Patryk
    23 kwietnia 2017 at 06:31
    Skomentuj

    SPOILER. Dopiero obejrzałem. Mocny, bezkompromisowy, Lubię myśleć, że scena z finałem Mad Doga, to chlapacz dla wszystkich paplających bohaterów u Tarantino 🙂

  • Zavias
    13 listopada 2017 at 07:46
    Skomentuj

    To fajnie,że na podstawie krótkiej wstawki wyciągasz tak daleko idące wnioski 😉 Zobacz sobie cały film a zmienisz zdanie. To jest troszkę tak jakbym wjechał do Stanów z „Pitbullem” cz. I i zachwalał jako arcydzieło! Kwestia zrozumienia lub jego brak.

  • Dodaj komentarz