Długa Noc
kino / dvd

Długa noc – perfekcyjny miniserial HBO na DVD [recenzja]

Seriale prawnicze cieszą się niezmiennie wielką popularnością wśród widzów i niech kamieniem rzuci pierwszy ten, który choć raz nie wciągnął się w fabułę żadnego z nich. Ekscytujące popisy oratorskie, skomplikowane układy i nieustanna wątpliwość – czy oskarżony jest winien, to sposób na przykucie uwagi widza. „Długa noc” oferuje jednak coś więcej.

Fabuła serialu jest zasadniczo bardzo prosta. Młody chłopak, nowojorski student pakistańskiego pochodzenia na skutek nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i niestosownych decyzji zostaje oskarżony o brutalne zabójstwo i gwałt na nieznajomej dziewczynie. W zasadzie wszystkie dowody wskazują na niego i do pełni szczęścia opinii publicznej brakuje tylko jego przyznania się do winy. Jedynym, który podejmuje się walki o uniewinnienie chłopaka jest Jack Stone, prawnik nieudacznik, wciąż szukający po posterunkach ludzi, których będzie mógł reprezentować w sądzie.

Myśląc o najlepszych serialach prawniczych od razu na myśl przychodzi „Żona idealna”, „Orły z Bostonu”, a przede wszystkim – „Układy”. W nich skupiają się w najlepszy sposób wspomniane wyżej elementy gwarantujące satysfakcjonujący, pełen emocji seans. Mini serial HBO nie ogranicza się jedynie do pokazania rozgrywek na sali sądowej i poza nią. Wchodzi znacznie głębiej w sam system sprawiedliwości, ukazując jego bezlitosną, niszczycielską siłę, która nie liczy się z nikim i z niczym. Jak w pewnym momencie mówi jeden z bohaterów serialu grany przez Johna Torturro – „tutaj nikogo nie obchodzi, czy jesteś winny, czy nie” – poszczególne służby i urzędnicy, od policjantów po prawników i sędziów, skupiają się tylko na swoich obowiązkach, jasno spisanych paragrafach, w ramach których mogą daną sprawę zamknąć i odłożyć w kolejnej tekturowej teczce do szuflady. Dramat młodego Nasira Khana i jego rodziny nikogo nie obchodzi. Prawo nie musi być równoznaczne pojęciu sprawiedliwości. Brutalna machina nie oszczędza także jego bliskich. Narasta fala rasistowskich zachowań. Rodzina zatrzymanego jest szykanowana, dorośli tracą pracę, brata gnębią w szkole. Koczujący pod domem dziennikarze odbierają resztki prywatności i godności, państwowi urzędnicy konfiskują wszystko, co mogło (według nich) wiązać się z przestępstwem, poczynając od taksówki (będącej źródłem utrzymania nie tylko ojca Khana, ale i jego przyjaciół), kończąc na domowych komputerach i laptopach. Szczyt absurdu zostaje osiągnięty, gdy jedyną szansą na odzyskanie tych przedmiotów jest wniesienie oskarżenia przeciwko własnemu synowi… Tymczasem on sam trafia do aresztu, gdzie rządzą okrutne realia recydywistów.

Najbardziej niezwykłym, a jednocześnie najwspanialszym elementem serialu jest sposób, w jaki prowadzona jest akcja. Bardzo subtelnie, niespiesznie. Każdy z trwających około godziny odcinków rozwija się powoli, pozwalając spojrzeć na poszczególne zagadnienia z różnych perspektyw, a przede wszystkim poznać lepiej bohaterów dramatu. Doskonale uwidacznia to już pierwszy odcinek, w którym do zabójstwa dochodzi dopiero po ponad pół godzinie projekcji. I co równie ważne, w odróżnieniu od wielu seriali, twórcom udało się uniknąć taniego epatowania przemocą i brutalnymi zdjęciami. Serial dotyka spraw poważnych i ciężkich, szczególnie, gdy Nasir trafia do więzienia i oczekuje na wyrok, a jednak widz nie jest skazany na oglądanie rzeczy, których może się bez problemu domyślić. Niby niewiele, a znacząco wpływa to na odbiór całości. Zestawienie tych dwóch elementów sprawia, że skupiamy się na ludziach i targających nimi emocjami, możemy przyjrzeć się ich motywacji i zrozumieć postępowanie. Wyłania się z tego smutny, ale doskonały obraz społeczeństwa i systemu (nie)sprawiedliwości – policjanci, detektywi, prawnicy, adwokaci, którzy starają się udowodnić winę Khana nie są ludźmi złymi, nikt tu nie jest jednoznacznie negatywną postacią. Każdy z nich wykonuje jedynie swoje obowiązki, co gorsza w imieniu prawa, jednocześnie niszcząc życie niewinnej rodziny. „Długa noc” nie skupia się tak naprawdę na tym – czy on zabił? Wątpliwości co do tego ma nawet sam Naz, będący w feralnym momencie w stanie upojenia narkotykowo-alkoholowego. Oczywiście, nie brak tu i innych podejrzanych, których niecne postępki wobec ofiary wypłyną na wierzch. Tu nie ma ludzi idealnych. Każdy ma jakiś sekret. Każdy może zawieść, gdy zostanie wystawiony na ciężkie próby. Serial przez dramat młodego pakistańczyka ukazuje wstrząsający obraz świata – szary, urzędniczo-poprawny, czasem bardzo brutalny. Tu nie ma rycerzy w lśniących zbrojach pędzących na ratunek niewinnym.

Twórcy tworząc własną adaptację brytyjskiego serialu „System sprawiedliwości” nie zapomnieli o tym, że niezależnie jak dobrą będą dysponować fabułą, nic z tego nie wyjdzie bez dobrej obsady. Znakomicie wypada Riz Ahmed w roli Naza, szczególnie mocne wrażenie robi jego przemiana z zaszczutego, przerażonego studencika w twardego mężczyznę walczącego o przetrwanie w więzieniu. Zmianie ulega nie tylko jego sylwetka i wygląd, ale i sposób poruszania. I choć jest to znakomita kreacja, to i tak cały serial został ukradziony przez Johna Torturro, który, nie boję się tego napisać – zagrał swoją rolę życia. Wzruszający i komiczny zarazem, nieszczęśliwy prawnik, który cierpi na okropną egzemę stóp i owija je folią spożywczą, a jego największym marzeniem jest włożyć eleganckie buty do garnituru, zamiast przewiewnych sandałów. Chodzi od komisariatu do komisariatu szukając złodziejaszków i prostytutek, których za marne grosze mógłby reprezentować w sądzie, w międzyczasie uczęszcza na spotkania grupy wsparcia dla ludzi cierpiących na rozmaite alergie, biega po aptekach i znachorach oraz próbuje odnaleźć kontakt z nastoletnim synem, który mieszka z jego byłą żoną. W tę skomplikowaną, straszliwie poharataną życiowo postać, a jednocześnie tak pragnącą miłości i ciepła, Torturro włożył całą duszę, przez co każde jego pojawienie na ekranie rozjaśnia ponurą scenerię obrazu, a finałowa mowa i ostatnia scena po prostu chwytają za serce. Oto rycerz na miarę czasów, jakie stworzyła zachodnia cywilizacja. Imigrant w szarym płaszczu, znoszonym garniturze i sandałach. Ciekawostką jest, że pomysł na amerykańską wersję tego serialu wyszedł od Jamesa Gondolfiniego, niezapomnianego Tony’ego Soprano, który planował wcielić się właśnie w rolę Johna Stone’a. Niestety, śmierć aktora przerwała jego plany, już po nakręceniu pilotażowego odcinka. Scenarzyści Steven Zaillian i Richard Priece w roli nieporadnego adwokata obsadzili Roberta De Niro, który również musiał się wycofać ze względu na inne zobowiązania. Tym samym rola ostatecznie przypadła Johnowi Torturro – wykorzystał daną od losu szansę równie perfekcyjnie, jak grany przez niego tragikomiczny, niezwykły bohater.

W pamięci pozostaje też finał samej sprawy – nie tak oczywisty, jak tego oczekiwaliby niektórzy, dający pole do domysłów, a jednak domykający najważniejsze sprawy. Ostatnia scena jest zaś metaforą całego serialu, który bez dwóch zdań można uznać za jeden z najlepszych, jakie pojawiły się w 2016 roku. Pozostaje tylko cieszyć się, że możemy cieszyć się jego wersją DVD.

Kategorie
kino / dvd
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz