Kino Świat
kino / dvd

Death Proof

Wszystko zaczęło się od podwójnego kinowego filmu „Grindhouse” autorstwa Rodrigueza i Tarantino. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą – Grindhouse’ami nazywano w Stanach kina wyświetlające filmy akcji, sensacyjne i horrory klas od B w dół. Zakochani w tej estetetyce Tarantino i Rodriguez w 2007 roku zabawili się w nakręcenie „artystycznych” filmów dla Grindhouse’ów. W Ameryce oba filmy wyświetlane były podczas jednego 3-godzinnego seansu. Na rynek europejski – nieprzyzwyczajony do tego typu rozrywki twórcy „Grindhouse” postanowili swoje filmy podzielić na dwa osobne seanse. Pierwszy był „Death Proof” Quentina Tarantino o którym tu piszę. Na tamten moment był to na pewno najlepszy film reżysera od czasów „Jackie Brown” (1997).

Fabuła prosta: sfrustrowany, zakompleksiony samiec (Kurt Russell) za pomocą swego czarnego samochodu bezlitośnie morduje kobiety. I to właśnie one – kobiety – są najważniejszymi bohaterkami filmu. Kamera (Tarantino jest tu operatorem) po prostu je kocha i pokazuje jak największy cud świata. Twarze, piersi, brzuchy, pośladki ukazane są tu jak nigdy dotąd, a bohaterki emanują wręcz nadprzyrodzoną aurą. No a przede wszystkim stopy…

Weźmy choćby scenę, gdy Kaskader Mike dotyka i całuje stopy śpiącej Rosario Dawson, czy tę z erotycznym tańcem – obie to filmowy pean na cześć kobiecości i seksapilu. Dodajmy tylko, że kobiety Tarantino wcale nie są niewinne, a gdy ktoś nadepnie im na odcisk, skończy z obcasem wbitym w oczodół. Lepiej zatem podziwiać je z daleka, bzykać się tylko wtedy, gdy mają ochotę i nie mieć zbrodniczych zamiarów. W konfrontacji z kobietami Tarantino faceci są bez szans. Nawet diaboliczny Kaskader Mike.

Zaraz po płci pięknej drugim najważniejszym bohaterem tego filmu jest – i to nas nie zaskakuje – kino. Czystą frajdą jest odgadywanie kinowych cytatów i nawiązań, jakie mnoży przed nami reżyser. Mamy tu sceny skopiowane z „Ucieczki gangstera” Sama Peckinpaha, „Ptaka o kryształowych piórach” Dario Argento czy „Mistrz kierownicy ucieka” Hala Needhama, oglądamy gadżety z kultowych filmów o samochodach (m.in. „Znikający punkt”, „Faster Pussycat Kill! Kill!”, „Konwój”). W dodatku bohaterowie mówią do siebie dialogami z innych filmów („Telefon” Dona Siegela). Z każdego kadru „Death Proof” emanuje miłość, jaką reżyser darzy dawne kino. Ech szkoda, że nas nikt tak nie potrafi. Ale to akurat mnie nie dziwi – na świecie mało kto potrafi z równą jak Tarantino lekkością bawić się kinem, opowiadając przy tym zgrabne historie.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz