kino / dvd

Cold in July

Bezsprzecznie jeden z najlepszych filmów jakie nakręcono w tym roku.

Wszystko zaczyna się zwyczajnie. Pewnej nocy Richarda Dane’a budzi hałas obiegający z salonu. Jak na prawdziwego Teksańczyka przystało Richard wyciąga z szafy rewolwer swojego ojca i schodzi na dół. To co zdarzyło się później trwało kilka sekund. Mężczyzna w kominiarce stał przy sofie. Richardowi palec ześlizgnął się na spust… Gdy kilkadziesiąt minut później policja spisuje zeznania Dane’a nikt nie ma wątpliwości. Richard zabił włamywacza w obronie własnej. Nie mógł wiedzieć, że ten nie miał broni. Sprawa zostaje zamknięta. Pech chce, że nazajutrz rano z więzienia wychodzi ojciec zastrzelonego włamywacza, Ben Russell. A on szybko nie wybacza.

Oparte na powieści Joe R. Lansdale’a „Cold in July” zaczyna się jak klasyczny thriller o prześladowanej rodzinie. Bohaterski tata, który ocalił żonę i syna, musi teraz bronić bliskich przed zemstą.  Tyle, że akurat ta opowieść trwa jakiś kwadrans a po jego upływie następuje pierwszy z wielu zaskakujących i świetnie poprowadzonych twistów. Śmiertelni wrogowie będą musieli stanąć ramię w ramię do walki z nowym wrogiem, a potem… A potem rozpęta się piekło.

Przyznaję szczerze – dawno nie wiedziałem filmu, który tak doskonale wodziłby widza za nos (nawet pamiętając powieść wydaną u nas w 2010 roku). Jim Mickle (twórca świetnego „Stake Land”, który z filmu na film wyrasta na jednego z najciekawszych współczesnych amerykańskich reżyserów) znakomicie prowadzi narrację. Wmawia nam, że oglądamy prosty thriller o zemście, by zmyślnie wywrócić całą konstrukcję filmu. To co wydawało się oczywiste, przestaje takowe być, zaś pierwsze zabójstwo zaprowadzi bohaterów w rejony, o których istnieniu nigdy nie mogli przypuszczać.

Wielkie brawa należą się tu doskonale poprowadzonemu przez Micklego triu: Hall, Johnson, Shepard. Ten pierwszy wypada wiarygodnie jako pogubiony w życiu szarak,  drugi dowcipnie ogrywa figurę prywatnego detektywa, zaś Shepard… No cóż, na nim spoczywa cała dramaturgia filmu i trzeba przyznać – lepszego aktora do wcielenia się w postać zasadniczego kryminalisty reżyser nie mógł wybrać. W Sheparda widać każdą emocję: strach, ból, ale i agresję, i wściekłość nie do pohamowania.

W Stanach „Cold in July” zebrało entuzjastyczne recenzje i wcale mnie to nie dziwi. Od lat nie było bowiem tak doskonale poprowadzonego filmu, który zaczyna się jak thriller, by nagle skręcić w rejony czarnego jak smoła kryminału, w którym nie ma pozytywnych postaci. Bohaterowie dzielą się na tych, którzy zabijają dla przyjemności i tych, którzy zabijają z obowiązku. Pomiędzy nimi zaś żyją ci, którzy wysługują się złem, by załatwiać własne interesy. Mistrzowska filmowa robota. Mistrzowska.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz