UIP
kino / dvd

Ciemniejsza strona Greya – genialna bajka z kajdankami w tle [recenzja]

„Ciemniejsza strona Greya” to film zły. Ale przy tym i genialny. W niezamierzony bowiem sposób obnaża  nie tylko biust bohaterki, ale i prostotę mechanizmów rządzących naszymi marzeniami.

Anastasia Steel pożegnała się z Christianem Greyem, bo nie chciała grać w jego grę. Snuje się zatem przez życie jak cień, podniety i miłość zamieniając na pracę w wydawnictwie. Oczywiście ma przystojnego szefa. Oczywiście on coś do niej czuje. Ale Anastasia nie ma ochoty. Jej dusza bowiem i ciało wciąż tęskni za Christianem. Podczas wernisażu przyjaciela fotografa (nie chciała pójść, ale się zmusiła) odkrywa, że on nie tylko robił jej zdjęcia, ale też i zaprosił na wernisaż Christiana. Anastazja najpierw jest oburzona. Jak śmiał i robić jej zdjęcia (w ubraniu bez obaw), i zaprosić Christiana. Ale złość szybko mija, gdy byli kochankowie spoglądają sobie głęboko w oczy. Pójdziesz ze mną na kolację? – pyta on. – Tylko na kolację – odpowiada ona. I tak się dzieje. Jedzą. Przeszkadza im kelner, a Christian pierwszy raz uchyla przed kimś rąbka swej duszy. Mówi jej o rzeczach, o których nie wie nikt. Anastazja się wzrusza. Powoli lody zostają przełamane. Miłość triumfuje. A potem triumfują  kulki, kajdanki i inne gadżety. Czy zatem Anastazja jest uległa? Łatwo zapomina i daje sobą manipulować? Nie. Christian bowiem zaczyna być szczery i swoją szczerością na powrót otwiera jej serce… i kilka innych części ciała.

Tak. Brzmi to koszmarnie. I takie jest. Jamie Dornan i Dakota Johnson mogliby tu wzbić się na wyżyny aktorskie Marlona Brando i Meryl Streep a to co mówią ich bohaterowie, i to jak się zachowują dalej byłoby koszmarem. Tyle że koszmarem kochanym przez miliony kobiet ( i nie tylko). A zatem „Ciemniejszą stronę Greya” (podobnie zresztą jak cały cykl powieściowy EL James), łatwo zmieszać z błotem. Wyszydzić za fatalne dialogi. Za brak chemii między aktorami. Wykpić fakt, że nawet tak sprawny reżyser jakim jest James Foley (znakomite „Po zmroku, kochanie”), nie jest w stanie zbudować choćby grama napięcia w opowiadanej historii. Ale czy warto? Dla wprawy w kopaniu pewnie i można. Ale nie można pomijać jednej rzeczy – największego plusa tej serii, który w wydaniu filmowym jest jeszcze mocniej widoczny.

Opowieść o Anastazji i Greyu w genialny, choć zupełnie przez twórców niezamierzony sposób obnaża mechanizmy funkcjonowania naszych marzeń. To, co widzimy bowiem na ekranie to nic innego świat idealny. Miejsce. w którym grzesznik rozumie swoje złe postępowanie i zamiast brnąć w nie głębiej decyduje się na poprawę. Miejsce. w którym kobiety rozczarowane swoimi związkami i tym, jak bardzo rozmijają się one z wyobrażeniami, znajdują ukojenie. Bo Greya się da naprawić. Nie dość, że się da, to jeszcze dalej jest bogaty. Świat w „Ciemniejszej stronie…” to świat, w którym wszystko idzie po naszej myśli. Problemy się rozwiązują same. Zło znika za ramionami ukochanego, a on sam… No właśnie – on sam nas słucha. Otwiera się przed nami. Opowiada o sobie. Nie kłamie. Nie mówi, że nie ma czasu. Jest taki… taki idealny, mimo swoich wad. Ale wady łatwo wybaczyć, gdy poza seksem łączy nas porozumienie dusz. I gdy wiemy, że wady, to wina skazy, a nie jego. No i co najważniejsze – to bajka głęboko feministyczna. Wszak mężczyzna tu szanuje kobietę i daje jej wybór. A to ona podejmuje decyzję ostateczną. Że po myśli faceta – no cóż… Nikt na to uwagi już nie zwraca.

Pewnie, że ani E.L James, ani twórcy filmów konstruując w taki sposób świat Anastazji i Christiana,  prochu nie wymyślili. Przeciwnie. Powielają konstrukcję większości bajek o księżniczkach i rycerzach na białych koniach (czy tam wibratorach). Opowieść o Greyu jednak ze względu na brak jakiejkolwiek literackiej finezji autorki, jest maksymalnie dosłowna. I tym wygrywa. Tu nie ma ściemniania po kątach. Jest piramidalna bzdura, w którą chcemy wierzyć, bo w rzeczywistości facet nie przestaje, kiedy mówisz „nie”, bo zasypia na kanapie po a obiecane miliony to wciąż miliony funtów… kłaków.  Jest więc „Ciemniejsza strona Greya” projekcją marzeń. Genialną bajką, w której nie jest ważne jak kto gra, co mówi i jak reżyser buduje napięcie. Nie istotne są uwagi krytyków i błyskotliwe żarty blogerów. Ważne jest że im się uda. W przeciwieństwie do nas.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz