kino / dvd

Bogowie


Bogowie. Reż. Łukasz Palkowski. Wyk. Tomasz Kot, Piotr Głowacki, Rafał Zawierucha, Kinga Preis, Sonia Bohosiewicz. Polska 2014  (Next Film)

 

Tytuł trochę dęty, całe szczęście, że reszta jest o ludziach i dla ludzi.

 

Laurka albo pomnik – to dwie formułki, w których polskie kino biograficzne spełnia się najczęściej. Nie jest to więc nasza specjalność narodowa. W polskich opowieściach o postaciach historycznych (i współczesnych zresztą też) domy nie mają kantów a bohaterowie żadnych  rys i skaz na charakterze. Po „Bogach” (już dęty tytuł lekko odstręczał ) nie spodziewałem się zatem niczego dobrego. Zwłaszcza że i reżyser nie budził we mnie specjalnego entuzjazmu. Palkowski wprawdzie całkiem nieźle debiutował „Rezerwatem”, ale jego „Wojna żeńsko-męska” była już totalnym (prostackim? wulgarnym?) nieporozumieniem. Przystąpiłem więc do oglądania ekranowych losów Zbigniewa Religii lekko zdystansowany (tu zaznaczam, że działo się to na długo przed festiwalem w Gdyni, gdzie film zdobył Złote Lwy), a wyszedłem z projekcji w lekkiej euforii. – A jednak można – powtarzałem sam sobie, mając na myśli dotychczasowe  na ogół nieudane potyczki polskich reżyserów z polskimi życiorysami. Bo „Bogowie” to naprawdę niezły film. Niekoniecznie zaraz arcydzieło, ale to film pod każdym względem dobrze skrojony. To kawał naprawdę porządnego filmowego rzemiosła, co w polskich warunkach, gdzie wszelkiej maści niedoróbki są na porządku dziennym, zakrawa po prostu na cud. Czy w tej sytuacji przekonałem się do Palkowskiego? Niekoniecznie, główna zasługa reżysera sprowadza się tu bowiem głównie do tego, że nie zepsuł dobrze napisanego scenariusza. No ale chwała mu i za to.

 

Film nie opowiada całego życia Religi. Krzysztof Rak, który za swój scenariusz też został w Gdyni nagrodzony), skupił się tylko na fragmencie życia sławnego doktora: akcja filmu zaczyna się na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy Religa z Warszawy przenosi się do Zabrza, a kończy w listopadzie 1985 roku, kiedy kardiochirurg dokonuje pierwszego udanego w naszym kraju przeszczepu serca (o późniejszej karierze politycznej Religi i jego ministrowaniu w wolnej już Polsce nie ma tu więc w ogóle mowy). To zogniskowanie uwagi na wycinku życiorysu postaci miało swój cel. Rak chciał bowiem opowiedzieć o czymś, co w naszym kinie, lubującym się w opiewaniu narodowych i prywatnych klęsk, jest rzadkością, chciał pokazać bohatera, który wbrew wszystkiemu i wszystkim odniósł sukces. I który zarazem nie miałby w sobie nic posagowego. W końcu posąg to nie jest  figura, z którą widz identyfikuje się najchętniej.

 

Tomasz Kot (również wyróżniony w Gdyni) dobrze to wie. W jegowykonaniu Religa to nie jest więc człowiek ani z żelaza, ani z marmuru – klnie jak szewc, ćmi fajkę za fajką, co i rusz w nerwach wywala z roboty swoich współpracowników, by potem zaraz znów ich przyjąć z powrotem, nie wylewa też za kołnierz – ale ktoś, kto za swój sukces musi zapłacić wysoką cenę. To człowiek pełen sprzeczności: kieruje się własnymi ambicjami, ale i ma poczucie społecznej misji. To uparty narwaniec i zbuntowany przeciwko boskim i ludzkim porządkom choleryk w jednym. To realista, który nagle zażądał niemożliwego. I to dostał. Czy też raczej sam sobie to od losu i od ludzi wyszarpał. Kot potrafi oddać charyzmę swojego bohatera i zaskarbić mu sympatię widza. Dokonuje więc tego, co nie udało się Więckiewiczowi u Wajdy w filmie o Wałęsie. Może dlatego, że Więckiewicz Wałęsę zręcznie (aż do przesady) imitował, a Kot Religę po prostu gra. Udowadniając  przy okazji –i to nie po raz pierwszy zresztą (patrz: „Skazany na bluesa” czy „Erratum”) – że należy dziś do najlepszych polskich aktorów. Szkoda więc, że tak często rozmienia się na drobne w telewizyjnych głupawych sitcomach. No ale może mu to minie.

 

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz