kino / dvd

Bejbi blues

Bejbi blues. Reż. Katarzyna Rosłaniec. Wyk. Magdalena Berus, Nikodem Rozbicki, Magdalena Boczarska, Mateusz Kościukiewicz. Polska 2011. Kino Świat

Trudno odmówić Rosłaniec konsekwencji. W jej debiutanckich „Galeriankach” małolaty się prostytuowały, w „Bejbi blues” bawią się w rodziców. I zwrot „bawią się” jest tu dobrym określeniem. 17-letnia bohaterka zostaje bowiem matką wcale nie w wyniku tzw. wpadki a pod wpływem zachcianki. Natalia chciała mieć dziecko, bo jej własna matka nigdy jej nie chciała. Mały Antoś dla Natalii jest więc lekiem na rodzicielskie odrzucenie, a także fajną zabawką, którą się można popisać przed koleżankami.

Zabawką, za którą, dodajmy, nie bierze się pełnej odpowiedzialności. Przyznam od razu, że kiedyś należałem do tych, co to (choć z zastrzeżeniami) „Galerianki” kupili od razu. Z „Bejbi blues” już tak nie mam. Może dlatego, że ten obraz wydaje mi mocno przekombinowany. To taki filmowy preparat, gdzie wszystko jest sztuczne: świat, bohaterowie, prawda wreszcie. Reżyserka niby podkreśla, że jej historia oparta jest na faktach, no ale to nie jest żaden argument, zwłaszcza że „Bejbi blues” i tak przypomina krzyżówkę „Juno” i „Ki”. Rosłaniec chciała zrobić film o niedojrzałości pokolenia Facebooka, a tak naprawdę zrobiła film o głupocie jednej nastolatki. Zjawisko socjologiczne sprowadziła tym samym do przypadku klinicznego, który raczej trzeba leczyć niż filmować. Nie dziwota (że polecę staropolszczyzną!) zatem, że ten film w paru miejscach mnie po prostu wpienił. No ale paradoksalnie to akurat może przemawiać na jego korzyść. W końcu ile to przez nasze kinowe ekrany przewala się tytułów, które nie budzą żadnych emocji. A i jeszcze na koniec… „Baby blues” dostarcza kolejnego dowodu, że Mateusz Kościukiewicz jest aktorem mocno przereklamowanym.

 

Kategorie
kino / dvd

Dodaj komentarz