kino / dvd

Baywatch. Słoneczny patrol – jak wyciągnąć drzazgę z penisa [recenzja]

Kinowa wersja popularnego serialu jest dokładnie tym czym był telewizyjny oryginał. Pozbawionym polotu i fabuły gniotem.

Jest taka scena w serialu „Przyjaciele”, w której bohaterowie rozmawiają o serialu „Słoneczny patrol”. – Dlaczego to oglądasz? – pyta jeden. – Bo one tam biegają, biegają, biegają – odpowiada rozmarzonym głosem drugi. Dwadzieścia lat później… Niestety w przypadku kinowej odsłony słynnego serialu, te słowa zupełnie nie oddają jej treści. Ciała – aliści są. Eksponowane – owszem. Ale pierwsze skrzypce grają tu – no właśnie trochę trudno określić dokładnie co…

Wróćmy na chwilę do serialowego „Słonecznego patrolu”. 11 sezonów. Status legendy telewizji. Choć początki były trudne.  Na początku serial  realizowany był przez stację NBC, która skasowała go po pierwszym sezonie. Dzięki uporowi Davida Hasselhoffa serial otrzymał drugie życie (i finansowanie) poza stacją i tak narodziła się jego legenda. U jej fundamentu jednak nie leżała fabuła, klimat, realizacyjne popisy, a… ciała głównych bohaterów. A konkretnie bohaterek, które w obcisłych strojach kąpielowych biegały, biegały i biegały. Owszem – w tle przewijała się jakaś fabuła (rodem z brazylijskiej telenoweli, czyli od romansu, zdrad małżeńskich na seryjnych mordercach kończąc), ale była ona tylko pretekstem do długodystansowego biegania. A że biegały tu Pamela Anderson, Erika Eleniak, Nicole Eggert czy Carmen Elektra – rzeczywiście było na czym oko zawiesić. „Słoneczny patol” był zatem jednym z tych seriali, do których dorobiono po latach dziwną ideologię (gloryfikacja campu, świadomy kicz itp.) a który to naprawdę był niczym innym jak soft erotykiem dla sfrustrowanej erotycznie młodzieży w każdym wieku.      

Czy powrót do serialu, który poza piersiami bohaterek nie oferował nic innego mógł się udać? Teoretycznie tak – piersi wciąż cieszą się popularnością. I choć dziś są towarem dość kontrowersyjnym i niebezpiecznym (seksizm, czające się wszędzie oskarżenia o przedmiotowe traktowanie kobiet itp.), można było zaryzykować. Twórcy nowego „Słonecznego patrolu” postanowili jednak pójść krok dalej. Do serialu pozbawionego fabuły, dopisali coś na kształt scenariusza  odrzuconego remake’u „Akademii policyjnej”  i tak powstało filmowe dziwadełko – czyli niby komedia, niby film sensacyjny i niby nowa wersja dawnego gniota.

Aktorzy dwoją się tu i troją, aby z drewnianych dialogów wykrzesać choćby iskrę, ale scenarzyści skutecznie gaszą ich próby. I słusznie. Bo od jednej iskry misternie budowana konstrukcja „Słonecznego patrolu” mogłaby pójść z dymem. A jak wiemy odszkodowania – rzecz droga.

No dobrze – a o czym jest nowe „Baywatch”? Ano o ekipie ratowników, którzy mają do swojego grona przyjąć nowych. Jednym z aspirujących na strażnika plaży jest rzygający sportowiec, innym nieudacznik, który wsuwa penisa w deskę. Sekwencja z wyciąganiem penisa w stanie erekcji z drewna jest tu sceną otwierającą i chyba idealnie oddaje tak poziom filmu, jak dowcipu. Nie żebym coś miał przeciwko żartom z seksu. Nic z tych rzeczy. Wręcz przeciwnie. Uwielbiam seksistowskie opowieści. Problem polega na tym, że wszystkie ze „Słonecznego patrolu” już wiele razy widziałem. I to lepiej opowiedziane.

Ale zmierzając do puenty. Można tu popatrzeć na dziewczyny w kostiumach (uwaga – twórcy filmu podkreślają, że to złe i patrzycie na własną odpowiedzialność). Mamy kilka scen z wymiotowaniem. Żarty z erekcji. Żarty z blondynek. Intrygę sensacyjną (źli dilerzy). I już. Film się skończył. Drugiej części nie będzie. Wielbiciele telewizyjnego serialu nie rzucili się bowiem do kin. Klapa. A wiecie dlaczego nie rzucili się do kin? To proste. „Słoneczny patrol” był telewizyjną wersją rozkładówki z „Playboya”. Dziś już młodzież nie kupuje „Playboya”, bo rozkładówki ma w sieci. A weterani czasów prasy i telewizji analogowej nie mają albo czasu, albo zdrowia  na masturbację.

Baywatch. Słoneczny patrol. Reżyseria: Seth Gordon. Obsada: Dwayne Johnson, Zac Efron, Priyanka Chopra, Alexandra Daddario. USA 2017. Ocena: 30%

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz