kino / dvd

Barry Seal: Król przemytu – przyjemny suplement do Narcos [recenzja]

O ile przebojowy serial Netflixa (a w zasadzie jego pierwsze dwa sezony) skupia się na powstaniu i upadku narkotykowego imperium Pablo Escobara, tak z filmu z Tomem Cruisem w tytułowej roli mamy okazję dowiedzieć się, jak sukces kartelu z Medellín wyglądał z zupelnie innego punktu widzenia.

Tytułowego Barry’ego Seala, prowadzącego niczym nie wyróżniające się życie pilota amerykańskich linii lotniczych, poznajemy w momencie, kiedy w jego uporządkowany dotąd świat z siłą huraganu wkrada się zmiana. Impulsem do tej jest moment kiedy ni stąd ni z owąd zgłasza się do niego CIA z propozycją współpracy. Nie zastanawiając się zbytnio, bohater zlecenie przyjmuje – a to dopiero początek szalonej karuzeli wydarzeń jakie staną się jego udziałem, ze zdobyciem kontaktów wśród członków słynnego kartelu z Medellín, pieniędzmi spływającymi dosłownie wodospadem i finalnie, ryzykownej gry na dwa fronty na czele.

Za „Barry’ego Seala” odpowiedzialny jest Doug Liman, a zatem ten sam człowiek, który swego czasu popełnił jeden z fajniejszych rozrywkowych sci-fi ostatnich lat, „Na skraju jutra”. I choć pod względem ciężaru gatunkowego oba filmy można postawić gdzieś w podobnych regionach, a Tom Cruise znów tryska ekranową energią pozwalającą zapomnieć, że aktorowi jakiś czas temu stuknęła już pięćdziesiątka, tym razem podstawę opowieści napisało samo życie. A jak wiemy nie od dziś, to z kolei potrafi być daleko bardziej niewiarygodne, niż jakakolwiek fikcja.

Filmowe przygody jednego z najlepszych przemytników kolumbijskiego narkobossa to ni mniej ni więcej, jak definicja słynnego  amerykańskiego snu – oto w kilka lat prowadzący bezbarwne życie „gość taki jak my” staje u progu niewyobrażalnej fortuny. Wszystko to Liman podaje nam w komediowym niemal tonie – nieodparcie kojarzącym się z „Wilkiem z Wall Street” – lekkim i frywolnym do tego stopnia, że podobnie jak w przypadku dzieła Martina Scorsese łatwo przeoczyć moment, kiedy spod beztroskiej historyjki zaczyna wyzierać drugie, znacznie poważniejsze dno. Każda decyzja podejmowana przez bohatera, to krok na rozpiętej nad przepaścią linie – reguły gry w narkotykowym biznesie są bowiem brutalne, a konsekwencje, nawet jeśli pozornie odwleczone w czasie, nieuchronne.

Na ekranie dzieje się dużo i zdecysowanie nie ma miejsca na nudę,  jednak tym który przykuwa nasz wzrok, jest rządzący niepodzielnie w każdej ze scen Tom Cruise, oddający charakter swojego bohateraz przymrużeniem oka i energią którą można by obdzielić przynajmniej kilku jego młodszych kolegów po fachu. Z obsady fajnie wypada też Domnhall Gleeson w roli tajemniczego agenta CIA i jedyne nad czym można ubolewać, to fakt że nie postarano się o swego rodzaju pomost między „Narcos” a filmem i obsadzenie w roli Escobara Wagnera Moury. Opad szczęki byłby bardziej niż gwarantowany. Nawet pomimo tego jednak (a co bardziej wnikliwi zauważą, że w istocie El Patron jest tu odtwarzany przez jednego z serialowych aktorów), „Barry’ego Seala” ogląda się niemal jak młodszego brata wspomnianej produkcji Netflixa, tyle, że w zdecydowanie lżejszym (choć wcale niepozbawionym morału) wydaniu.

Podsumowując zatem: przyjemna, odprężająca rozrywka stanowiąca miłą odskocznię od szarpiących nerwy i zawijających umysł w supeł poziomem fabularnych twistów dzieł, z rolą Cruise’a, obok której nie da się przejść obojętnie. Kinowy seans jak najbardziej zalecany.

Barry Seal: Król przemytu (American Made). Reżyseria: Doug Liman. Obsada: Tom Cruise, Domnhall Gleeson, Sarah Wright. USA, 2017 (UIP). Ocena: 75%

Kategorie
kino / dvd
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero