Monolith Films
kino / dvd

Baranek Shaun

Najlepsza animacja tego roku? Prawdopodobnie tak. „Barankiem Shaunem” Brytyjskie Studio Aardman po raz kolejny udowadnia światu, że dziś w inteligentnej animacji skierowanej tak do dzieci jak dorosłych nie ma sobie równych.

Aardman, czyli ojcowie Wallace’a i Gromita w kinie pojawiają się rzadko. W ponad czterdziestoletniej historii studia „Baranek…” to zaledwie ich szósty film pełnometrażowy. Po części wynika to z tego, że studio nie miało szczęścia do partnerów (np. Dreamworks z którym byli związani ingerował w treść tak głęboko, że zakończyło się to awanturą o „Uciekające kurczaki”), po części z faktu iż Aardman jak ognia unika współczesnej technologii (wyjątkami są tu „Wpuszczony w kanał” i „Artur ratuje święta”) a nad swoimi filmami pracuje powoli, tworząc przedstawiany w filmach świat od podstaw z plasteliny. Tak, forma animacji jest niebywale pracochłonna. Zresztą nawet wspierany komputerową grafiką „Artur…” produkowany był blisko cztery lata, co świadczy dobitnie o mozolnej pracy jaką wykonuje się w studio.

W „Baranku Shaunie” ingerencji komputerowych efektów nie uświadczycie. Wszystko co widzimy najpierw ulepiono, potem sfilmowano metodą poklatkową. A czy współczesnym rozpieszczonym efektami dzieciakom to przeszkadza? Z tego co zaobserwowałem na pokazie – nie. Za to osiemdziesięciominutowy bezustanny rechot zarówno dzieci jak ich rodziców potwierdzał tylko to, jak doskonałą pracę panowie z Aardmana wykonali.

Historia jest tu prosta. Pewnego dnia znudzony rutyną życia na baraniej farmie tytułowy bohater postanawia coś zmienić. Opracowuje przebiegły plan, dzięki któremu pan X, czyli właściciel zasypia, a baranki całym stadem mogą pić kolorowe drinki i oglądać westerny w telewizji. Pech chce, że przyczepa, w której zamknięto pana X nagle stacza się z górki i mknie drogą wprost do wielkiego miasta. W takiej sytuacji baranki z Shaunem na czele nie mają innego wyjścia. Muszą wyruszyć do miasta uratować swojego pana. Sytuację komplikuje fakt, iż pan X po tym jak uderzył się w głowę zapomina kim był i zamienia się w… fryzjera celebrytów.

W „Baranku…” szalony gag, goni gag, nawiązania do kina dla dorosłych kapitalnie przeplatają się z bajką dla najmłodszych a wszystko to zaś doprawione jest w idealnych proporcjach dydaktyzmem i brytyjską melancholią. Zresztą żeby nie kombinować z listą pozytywów napiszę tak. Moja córka zazwyczaj w kinie siada mi na kolanach i trwa tak całą projekcję. Tu po dwóch minutach stanęła przy oparciu krzesła i trwała w bezruchu do końca. Nawet dotknąć się nie dała, krzycząc na mnie, że ją rozpraszam. W dodatku musiałem sam zjeść wielki popcorn, za którym nie przepadam. Jak do tej pory nawet „Dzwoneczek…” nie był w stanie tak mocno przyciągnąć jej uwagi. Morał? Szkoda, że Aardman produkuje tak mało filmów kinowych. Choć może to dobrze… Przynajmniej nie zamienią się w  Pixar, którzy z króla animacji, stali się autoplagiatatorami.

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz