kino / dvd

Absolwent – jeden z najczęściej cytowanych obrazów w historii kina [recenzja]

Jeden z najważniejszych filmów o dojrzewaniu i miłości jaki kiedykolwiek nakręcono. I zarazem jeden z najczęściej cytowanych obrazów w historii kina.

Pamiętacie otwarcie „Jackie Brown”, gdzie bohaterka idzie przez lotnisko na tle napisów? Scenę z „Pulp Fiction”, w której ginie Vincent Vega? Altmanowskiego „Gracza” gdzie debatowano nad losami Bena Braddocka? Scenę z „Małego wielkiego człowieka”, w której Faye Dunaway zdejmuje pończochy? A wreszcie animowany „Film o pszczołach” z bohaterem nurkującym w basenie? Każda z tych scen to cytat z „Absolwenta”, a wyliczankę tego jak i gdzie przytaczano ten film moglibyśmy ciągnąć w nieskończoność. To bowiem jeden z tych nielicznych obrazów, które zamieniły się w istną kopalnię cytatów. Co zabawne twórca filmu – Mike Nichols powodzeniem swojego dzieła i jego popkulturowym oddźwiękiem był zaskoczony. „Absolwent” bowiem to jeden z tych filmów, które kręcono w niebywałych twórczych bólach, a efektu finalnego obawiali się wszyscy – z reżyserem na czele.

W 1967 roku Mike Nichols miał 36 lat i status wschodzącej wielkiej gwiazdy reżyserii. W teatrze w którym zaczynał karierę mimo młodego wieku osiągnął niemal wszystko. Reżyserowane przez niego sztuki zdobywały prestiżowe nagrody i grały w nich same wschodzące gwiazdy (z Redfordem na czele). Gdy przeniósł się z teatru do kina, jego debiut, czyli „Kto się boi Virginii Woolf?” otarł się o Oscary i został okrzyknięty arcydziełem. Teraz mistrzowską formę musiał potwierdzić drugi film. Tyle że Nichols zdecydował się adaptować powieść, którą trudno było arcydziełem nazwać. „Absolwent” Charlesa Webba była prostą opowiastką o pewnym chłopcu z bogatej rodziny, który wdaje się w romans z żoną wspólnika ojca. Kiedy sprawa wychodzi na jaw nasz bohater wyrusza w podróż, zostaje bohaterskim strażakiem, by po pobraniu pouczających lekcji życia, wrócić i odzyskać dziewczynę w której się kochał. Debiut Webba był klasyczną powieścią o dojrzewaniu spisaną ku pokrzepieniu serc młodych, w której próżno szukać życiowych niuansów i niepokojów. A ponieważ Nichols miał już wówczas przyklejoną etykietę speca od meandrów ludzkiej natury, nikt nie widział go w prostej miłosnej historii.

Problemów przysparzała także obsada. Ani reżyser, ani producenci nie mogli zdecydować się na to kto zagrać ma młodego Bena (brano pod uwagę chyba wszystkich wówczas popularnych aktorów od Marlona Brando na Robercie Redfordzie kończąc), a kto tyleż seksowną co sfrustrowaną Panią Robinson (początkowo miała to być Jeanne Moreau, ale na szczęście pomysł, aby Pani Robinson była Francuzką szybko porzucono). W efekcie rola dwudziestoletniego Bena przypadła nikomu wówczas nieznanemu trzydziestoletniemu Dustinowi Hoffmanowi, zaś jego kochankę zagrała Anne Bancroft, która choć była już cenioną (i nagrodzoną Oscarem) aktorką, to nie kojarzyła się z postaciami emanującymi seksem i pożądaniem. I dobrze, bowiem jak okazało się w puencie Nichols miał na swojego „Absolwenta” dość przewrotny pomysł, dzięki któremu jedna z wielu opowiastek o dojrzewaniu zamieniła się w do dziś aktualną i niezwykle mocną opowieść o zmarnowanych życiowych szansach, trudnych wyborach i tym, że frustracja w naturalny sposób staje się częścią życia każdego z nas.

Udało się to osiągnąć w prosty sposób. W scenariuszu pominięto zupełnie element podróży i ucieczki bohatera, wycięto wszystkie elementy osłabiające napięcie między postaciami. W efekcie z rozwodnionej powieści, powstała emocjonalna piguła, w której dramat miesza się z farsą a bohaterowie raz są odpychający a kiedy indziej zaś rozbrajający swoją życiową nieporadnością.

No i ten seks. „Absolwent” to jeden z tych filmów, gdzie seks jest siłą sprawczą, tyle że dla każdej osoby dramatu ma zupełnie inne znaczenie. Dla Bena seks to wkroczenie w dorosłość, tajemnica i zakazany owoc. Dla jego rodziców tabu, o którym się nie mówi. Dla Pani Robinson zaś źródło frustracji. Kiedyś była atrakcyjna, pociągająca, dziś mąż jej nie zauważa, córka jest piękniejsza, a życie przepływa jej między palcami. Zwykła zabawa-wyzwanie (czy ja cię uwodzę Ben? A czy chciałbyś?), budzi w bohaterach emocje, o których dawno zapomnieli, albo nawet nie przypuszczali, że są w stanie je przeżyć. Pani Robinson odkrywa na nowo pożądanie ale i nienawiść, i żądzę zemsty, Ben zaś dowiaduje się, że dorosłość to ten moment w którym uświadamiamy sobie iż za nasze decyzje płacimy my, a nie rodzice. Jest jeszcze córka Pani Robinson, Elaine i słynna scena ucieczki z kościoła w puencie. Czy Elaine była miłością życia Bena, czy może jego zemstą na kochance? Tego nie dowiemy się nigdy. Nichols zawiesił swój film w momencie genialnym i dla kina przełomowym. Nasi bohaterowie ruszają przed siebie, ale dokąd tego nie wiedzą nawet oni. A czy my wiemy dokąd zmierzamy? Nie bardzo. Możemy mieć co najwyżej liche wyobrażenie przyszłości, a rzeczywistość i tak szybko je zrewiduje.

Tak jest. Ten film nic a nic się nie zestarzał, bowiem Nichols niczego w nim nie wymyślił. Nie przekombinował z konstrukcją postaci, nie wyolbrzymił ich dramatów. Bohaterowie „Absolwenta” to zwykli ludzie, którzy pewnego dnia na swojej drodze napotykają przeszkodę, która nazywa się życie. Przez resztę swojej kariery Nichols często wracał do stworzonego w „Absolwencie” schematu opowieści. Czasami z sukcesami (rewelacyjne „Porozmawiajmy o kobietach”), czasami nie (przekombinowane emocjonalnie „Bliżej”), ale to „Absolwent” jest tym filmem, który pozostaje do dziś wzorcowym przykładem na to jak kręcić proste, a przy tym niebywale emocjonalnie skomplikowane filmy o wkraczaniu w dorosłość.

 Absolwent (The Graduate) Reż. Mike Nichols. Wyk. Dustin Hoffman, Anne Bancroft, Kathrine Ross. USA 1967

Kategorie
kino / dvd
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz