kino / dvd

47 Meters Down – rekiny znów atakują [recenzja]

Gigantyczny sukces jakim poprzedniego lata okazały się „183 metry strachu” z Blake Lively, nie mógł pozostawić łasych na portfele widowni producentów obojętnymi. W taki oto sposób na ekrany kin (choć nie w Polsce) zawędrował kolejny film z rekinami mającymi apetyt na niczego nieświadomych turystów. I wiecie co? To nadal da się oglądać.

Filmów o rekinach – swoją drogą najbardziej chyba demonizowanych drapieżnikach świata – była już cała masa, w dodatku w najróżniejszych możliwych konfiguracjach gatunkowych. Rekiny straszyły często, ale robiły to ze zmiennym szczęściem jeśli chodzi o jakość. Zaczęło się od legendarnych „Szczęk” Spielberga i ich kolejnych trzech, coraz to słabszych sequeli. Później mieliśmy uwspółcześnioną „Piekielną głębię” z komputerowo wygenerowanymi rybami, które wyglądały komicznie już w momencie premiery filmu. Był też czas, kiedy triumfy święcił nastawiony na realizm w miejsce efektownej oprawy „Ocean strachu”, a nawet komedio-horrorowy klasyk kina klasy Z, „Rekinado”. Zeszły rok, to z kolei koncert jednej aktorki, czyli wspomniane na wstępie „183 metry strachu”. I to właśnie z tym ostatnim, całkiem udanym filmem, „47 Meters Down” ma wspólnego najwięcej. Choć zaczyna się wyjątkowo marnie.

Najgorzej jest przez pierwsze piętnaście minut, kiedy twórcy usiłują sprzedać nam motywację, jaką będą kierowały się w przyszłej walce o przetrwanie bohaterki. Tymi w filmie Johannesa Robertsa są dwie siostry, spędzające urocze wakacje w Meksyku. Mamy zatem imprezy, alkohol i przelotnie nawiązywane romanse – a w pewnym momencie również i wynurzenia jednej z kobiet na temat jej nieudanego związku i podkopaną samooceną. Średnio to przekonujące, na szczęście jednak zanim zdążymy owym sielskim i anielskim klimatem rodem z amerykańskim komedii na dobre znużyć, trafiamy na łódź, a w chwilę później do klatki do obserwowania rekinów. Remedium na problemy z samymi sobą, dziewczyny znajdują bowiem w nurkowaniu z drapieżnikami. Oczywiście kilka linii dialogowych później wszystko idzie nie tak, a siostry uwięzione zostają tytułowe 47 metrów pod wodą. My tymczasem możemy zacierać ręce, bowiem od teraz dostajemy już samo mięcho.

I tak w istocie jest. Pierwsze co rzuca się w oczy, to śliczne podwodne zdjęcia. Twórcom całkiem dobrze wyszła sztuka wywołania uczucia klaustrofobii i zarazem przytłoczenia ogromem świata nie należącego do nas. Podskórnie czujemy więc, że te czterdzieści siedem metrów jakie dzielą nasze bohaterki od powierzchni, to dystans niemal nie do przebycia –  a sytuacja z minuty na minutę staje się coraz bardziej dramatyczna. Druga sprawa, to wcale nie taki głupi (jak można było się spodziewać po lichej ekspozycji) scenariusz – robiący tu w sprytny sposób użytek z wszelakich zagrożeń wiążących się z nurkowaniem. Na pokładzie melduje się więc zarówno narkoza azotowa, szybsze tempo zużywania tlenu w miarę wzrostu głębokości, czy wreszcie choroba dekompresyjna. Robi to tym lepsze wrażenie, że jest to przedstawione w nienachalny sposób, ot po prostu jako integralna część ryzyka związanego ze sportem bądź co bądź, ekstremalnym. Finalnie przychodzi danie główne całego show, czyli rekiny. O tych warto napisać tyle, ze na szczęście na nich nie oszczędzano i prezentują się zabójczo wiarygodnie, a przy tym nie są przesadnie eksponowane – przez co uczucie nieustannego zagrożenia mogącego nadejść zewsząd, trwa w zasadzie przez cały seans.

Jestem naprawdę zaskoczony, jak kompetentnym filmem okazało się być dziełko Johannesa Robertsa, szczególnie biorąc pod uwagę jego niepoważny start. Zamiast kolejnej głupawej historyjki o zwierzęcych mordercach, dostaliśmy film w którym same rekiny to zaledwie tło dla grozy wynikającej z sytuacji. Czyli dokładnie tak, jak to powinno wyglądać.

Film będzie dostępny na platformie Cineman.pl od 6 października 2017 r. pod tytułem „Podwodna pułapka”.

47 Meters Down. Reżyseria: Johannes Roberts. Obsada: Mandy Moore, Claire Holt, Matthew Modine. USA, 2017. Ocena końcowa: 60%

Kategorie
kino / dvd
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

2 komentarze
  • to
    10 października 2017 at 21:52
    Skomentuj

    Chyba chodziło o „183 metry strachu” a nie „72 metry strachu”

  • Maciej Bachorski
    Maciej Bachorski
    10 października 2017 at 23:08
    Skomentuj

    Haha, no tak. Czas wyregulować liczydło 😉

  • Dodaj komentarz