Portal Games
Gry

Waleczne Pixele

Wydawnictwo Portal właśnie wydało „Waleczne Pixele 2”, sequel popularnej gry D. Brada Taltona Jr, „Pixel Tactics”. Zanim rzucimy się na nową edycję, przypomnijmy część pierwszą, której też niczego nie brak.

„Waleczne Pixele” to taktyczna gra karciana, w której każdy z graczy dysponując talią dwudziestu pięciu kart musi pokonać przeciwnika. By tego dokonać, musi zlikwidować dowódcę armii antagonisty. Nie jest to zadanie łatwe, bowiem każdy dysponuje tym samym zestawem kart, a każdą z nich można zagrać na pięć różnych sposobów (!). Czyni to rozgrywkę niezwykle pasjonującą i wymagającą przypominając najlepsze czasy oldschoolowych gier strategicznych na czele z Final Fantasy Tactis znaną z Super Nintendo. Tytuł skierowano zresztą do tych, którzy pamiętają właśnie stare komputery i konsole typu Pegasus czy Nintendo właśnie. I choć w pudełku znajduje się cudowna imitacja „Ponga” jednej z najstarszych gier wszech czasów, to najbliżej tutaj właśnie wspomnianemu FFT, niż tytułom z zabytkowych Spectrum, Atari czy Commodore. Nie ma co udawać, Amiga, czy ST w tamtych czasach były marzeniem, a Commodore grafikę z takimi pikselami wyciągało tylko na najlepszych kartridge’ach. „Waleczne Piksele” wraz ze swoim cudownym pudełkiem stylizowanym na Gameboya i fenomenalnymi grafikami przedstawiającymi postacie na japońską modłę gier komputerowych wprowadzają fenomenalny nastrój retro. Uśmiech sam pojawia się na twarzy.

A wówczas przychodzi czas na rozgrywkę i tu już zaczynają się schody. Dla niektórych, dla innych zaczyna się prawdziwa zabawa. Powiedzmy szczerze, ten tytuł nie jest dla osób, które do tej pory nie miały do czynienia z karciankami i planszówkami. Jego przemiła i bajeczna oprawa graficzna może trochę zmylić, bowiem mamy do czynienia z grą taktyczną, w której trzeba trochę pokombinować i dysponować choćby niewielkim doświadczeniem w grach tego typu. Nie oznacza to jednak, że gra jest trudna i wymagająca. Wręcz przeciwnie, rozgrywka jest miła i przyjemna, niemniej trochę orientować w temacie się powinno.

fot. Łukasz Radecki

fot. Łukasz Radecki

Cała rozgrywka polega na rozgrywce podzielonej na tury, z których każda dzieli się na trzy fale. W ich trakcie rozgrywa się działanie na froncie, skrzydłach i tyłach. Każde działanie to jedna z dostępnych akcji, a tutaj możliwości mamy całe mnóstwo. Rekrutacja, atak, atak dystansowy, usuwanie zwłok, dobranie karty, przegrupowanie i wreszcie zagranie rozkazu. Pozornie niedużo, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdą z kart można zagrać na pięć różnych sposobów w zależności gdzie ją ułożyliśmy myślenie taktyczne staje się niezwykle ważne, a całość nabiera rumieńców, powodujących, że do tytułu chce się wracać, tym bardziej, że choć sama rozgrywka toczy się mniej więcej przez 30-45 minut, to samo przygotowanie do gry zajmuje dosłownie chwilę (w zasadzie wystarczy przecież tylko potasować i rozdać karty) i nim się człowiek obejrzy, znów znajduje się na polu walki dowodząc swoimi pikselami.

Fenomenalny klimat i zmyślna taktyka czynią tę grę naprawdę dobrą, ale nie mogę zmilczeć jednego jej mankamentu. O ile zróżnicowanie jednostek i ich umiejętności, oraz ich równomierne rozdzielenie między graczy zapewnia sprawiedliwą i symetryczną zabawę, to już w kwestii dowódców tej równowagi nie ma. Wszyscy z nich dysponują dodatkowymi umiejętnościami, ale jedne są dość przeciętne (typu Cadenza – „Twoje Jednostki i Dowódca otrzymują o 1 obrażenie mniej z ataków”), inne potrafią skutecznie zblokować przeciwnika w zasadzie na całą rozgrywkę (Adjenna Callista – „Twój przeciwnik nie może używać akcji Usuwania Zwłok”). W tym drugim przypadku oczywiście można było się ratować atakami specjalnymi i rozkazami, niemniej oponent Adjenny nie miał większych szans. Podobne sytuacje zdarzyły się kilkukrotnie – niektórzy dowódcy są po prostu silniejsi od innych i skutecznie wpływają na przebieg całej rozgrywki. Owszem, zmusza to do zastanowienia się przy wyborze na początku gry, z drugiej strony wprowadza zachwianie równowagi, która powinna być atutem tego tytułu.

W ogólnym rozrachunku, „Waleczne Piksele” spełniają pokładane w nich nadzieje, są bardzo dobrą karcianą grą taktyczną dla dwóch graczy, którym tęskno do retro gier z Nintendo czy Gameboya.

Kategorie
Gry
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), "Królestwo gore" (2017) oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), cykl "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz