Gry

W cieniu tronu – królewski wypełniacz rodzinny [recenzja]

Rozgrywki na królewskich dworach nigdy nie należały do łagodnych i radosnych. Zadziwiające więc, że Oleksander Nevskiy i Oleg Sidorenko potrafili stworzyć grę karcianą, która walkę o tron czyni wyjątkowo zabawną. W połączeniu z barwnym i kolorowym wydaniem otrzymujemy doskonały wypełniacz, do którego chce się wracać.

Na początek sprawa oczywista, a więc nawiązania do kultowej „Gry o tron” George’a R.R. Martina. Działa tu sprytny chwyt marketingowy w postaci czcionki przypominającej zdobiącą serial, co może skusić miłośników serii, ale podobieństwa na tym się kończą. Rzeczywiście graczom przyjdzie się ścierać o dominację ich loży na królewskim dworze, jednak jak to bywa w prostych i przyjemnych karciankach – fabuła jest typowo abstrakcyjna i służy tylko jako ubarwienie samej rozgrywki. Na czym zaś ona polega?

[quote align=’right’] Rozgrywka jest nad wyraz prosta i przyjemna, a już jedna partyjka wystarczy by połknąć bakcyla i chcieć wracać do zabawy. Swoisty miks Black Jacka, pasjansa i oczka w abstrakcyjno-bajkowym klimacie naprawdę może się podobać.

Najprościej mówiąc – na zbieraniu punktów. Zwycięża ten, kto będzie miał ich największą ilość. Zdobywamy je poprzez zbieranie zestawów takich samych kart, które dobieramy, troszeczkę na zasadzie Black Jacka. Na początku tury dobieramy kartę i jeśli ma ona wartość niższą lub taką samą, jak odsłonięta wcześniej, to kontynuujemy dobór (choć jest on ograniczony do pięciu kart). W przypadku, gdy wyciągnięta przez nas karta okaże się wyższa – odrzucamy wszystkie dobrane w tej turze karty i kończymy naszą turę. Po odkrywaniu kart możemy je albo zatrzymać, albo wymienić. Owa „wymiana” jest o tyle specyficzna, że wymuszamy ją na innym graczu, podbierając mu jedną z jego kart. W zamian on dobiera jedną z naszych odkrytych. W ten sposób kończy się tura, rozgrywka zaś dobiega końca, gdy wyciągniemy kartę zakończenia gry. Zabawę urozmaica jeszcze dodatkowo fakt, że mamy dziewięć rodzajów kart, z których każdy ma inne moce – defensywne, ofensywne i ograniczające. Żeby było jeszcze weselej, im mniejsza wartość danej karty, tym większa jej moc. Biorąc pod uwagę, że w danym momencie możemy mieć tylko pięć kart – trzeba czasem trochę pokombinować. Bez obaw jednak. Rozgrywka jest nad wyraz prosta i przyjemna, a już jedna partyjka wystarczy by połknąć bakcyla i chcieć wracać do zabawy.

Mają na to wpływ przejrzyste zasady, świetne i zabawne ilustracje, a także dobrze dostosowany poziom trudności i skalowanie. W gruncie rzeczy bowiem nie ma znaczenia, czy gramy w dwie, czy cztery osoby, zabawa jest zawsze taka sama, może tylko trzeba nieco bardziej uważać, co kombinują inni, gdy w grę zaangażowanych jest więcej osób, ale to przecież oczywiste. Próg wejścia również nie nastręcza problemów, bardzo szybko można rozeznać się w strategii i sposobie rozgrywki. I tu pojawia się jedyny problem całej zabawy – po kilku kolejnych rozgrywkach możemy wypracować sobie strategię, którą z powodzeniem będziemy powtarzać – szczególnie, gdy mamy do czynienia z tymi samymi oponentami. Dlatego warto dozować sobie tytuł i pogrywać w niego z innymi. Ten swoisty miks Black Jacka, pasjansa i oczka w abstrakcyjno-bajkowym klimacie naprawdę może się podobać.

Kategorie
Gry
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz