Gry

Tornado Ellie – próby opanowania żywiołu [recenzja]

Fox Games serwuje miłośnikom gier planszowych i karcianych produkty, które nie tylko porażają oryginalnością, ale także oszałamiającym wykonaniem. Niewątpliwie na szczyt listy wśród ich propozycji trafi w tym momencie „Tornado: Ellie”, gdzie przyjdzie nam budować tytułowy żywioł i dodatkowo nim kierować.

Zawartość pudełka, jak już wspomniałem we wstępie – oszałamia. Po pierwsze: drewniane figurki (z jednej strony standard w przypadku wydawnictwa, z drugiej, nie przestający zachwycać szczegół) krów, domków i drzew, po drugie rewelacyjna, tekturowa, twarda i bardzo wytrzymała plansza 3D, którą należy złożyć samemu. W porównaniu z tymi elementami, ostatni detal rozgrywki – kolorowe karty z zabawnymi rysunkami porwanych przez żywioł, barwne, lśniące, giętkie i cienkie, siłą rzeczy niewygodne w tasowaniu, wypadają najsłabiej. Jak mawia jednak staropolskie przysłowie – „ładna miska jeść ci nie da” – skupmy się więc na rozgrywce, nie oprawie.

Po skonstruowaniu planszy, a więc umieszczeniu twardej podstawki z wyżłobionymi dwoma torami na tekturowych wspornikach i umocowaniu na niej drugiej planszy z rysunkiem tornada, rozdajemy każdemu z graczy (dopuszczalna ilość to od dwóch do czterech) cztery karty ze zwierzętami i po sześć figurek (dom, krowa, drzewo) symbolizujące gospodarstwo każdego z nich. Cała rozgrywka zaś sprowadza się do kolejnego wykładania kart według prostej zasady – dopasowujemy stosowny gatunek (czyli na przykład świnki do świnek), w wypadku niemożliwości dołożenia odpowiedniej karty dokładamy kartę z innym zwierzątkiem, ale warunek jest taki, że musi wystąpić ono w większej ilości niż poprzednie (czyli na jedną świnkę możemy położyć dwie krówki, itp.). Mamy też do dyspozycji karty specjalne, które pozwalają nam zmienić dalszy przebieg tury. Standardowy bowiem polega na tym, że po wyłożeniu karty obracamy tornadem do następnego gracza. Nic trudnego na początku, ale wraz z rozwojem gry, na planszy powstaje wieża z porwanych przez żywioł elementów gospodarstwa (które gracze tracą, gdy nie mogą wyłożyć żadnej karty). Obrót staje się trudniejszy, bowiem zawalenie się wieży wywołuje dalsze konsekwencje i kolejne straty w gospodarstwie. Gra kończy się w momencie, gdy któryś z graczy nie ma już ani jednego pionka w gospodarstwie. Wbrew pozorom nie następuje to zbyt szybko, bowiem istnieje możliwość odzyskania utraconych wcześniej pionków, jeśli przewrócą się one w stronę naszego gospodarstwa.

[quote align=’right’] Świetna propozycja do rodzinnych rozrywek po niedzielnym obiedzie, gdy wszyscy mają ochotę pośmiać się przy niezwykłej, choć trudnej rozgrywce.

Jak widać, gra jest wymagająca – przede wszystkim to produkt typowo rodzinny, wykluczający przy okazji najmłodszych graczy, bowiem rozgrywka jest równie zabawna, co frustrująca. Po drugie, warto zadbać o stosowne miejsce do zabawy, bo przewracające się tornado to żywioł, którym kierować się nie da, więc czasem trzeba zbierać pionki z podłogi. Trzeba też pamiętać, by w zależności od ilości graczy odpowiednio zająć miejsca, by wyrównać odległości po jakich będzie się poruszać żywioł. Dwa rodzaje torów (krótszy wewnętrzny i dłuższy, poszarpany zewnętrzny) potrafią urozmaicić rozgrywkę i zapewnić zabawę na długie godziny, przewidywany czas gry należy bowiem podwoić przy większej ilości graczy i podniesionym poziomie trudności. Zwłaszcza gdy w miarę rozwoju zabawy każdy coraz wolniej przesuwa drgającą wieżę tornada.

Nie ma co ukrywać, „Tornado Ellie” nie jest grą dla każdego i nie jest to tytuł, do którego chce się wracać codziennie. Ale jest niewątpliwie świetna propozycja do rodzinnych rozrywek po niedzielnym obiedzie, gdy wszyscy mają ochotę pośmiać się przy niezwykłej, choć trudnej rozgrywce.

Kategorie
Gry
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. „Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite” (2009), „Lek na lęk” (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), „Pradawne zło” (2014), „Horror klasy B” (2015), „Królestwo gore” (2017) oraz powieści „Miasteczko” (2015), „Zombie.pl” (2016), cykl „Nienasycony” (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Pisał i recenzował w sieci i prasie. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.

Dodaj komentarz