Gry

Resident Evil 6

Resident Evil 6 Capcom/Capcom

Ta gra to wynik nieudanego eksperymentu. To zrozumiałe, że po ponad piętnastu latach obecności na rynku, Capcom zamierzał coś zmienić w serii „Resident Evil”, w jakiś sposób odświeżyć jej formułę i pchnąć na nowe tory, by nie odstawała mechaniką od standardów obowiązujących w najnowszych grach, ale niestety wybrano chyba najgorszą możliwą drogę, bo zdecydowana większość wprowadzonych zmian sprawiła, że nie mamy już do czynienia z prawowitym członkiem licznej rodziny residentowych gier.

Właściwie można powiedzieć, że „Resident Evil 6” przypomina dziwnego mutanta, który łączy w sobie cechy typowego przedstawiciela współczesnych gier akcji z elementami, które niegdyś współtworzyły znakomity klimat klasycznych residentów, ale teraz kompletnie nie pasują do formuły, którą przyjęła ta seria. Rodzi to niestety bolesny dysonans, który odbiera sporo przyjemności z grania. Zwłaszcza fanom poprzednich części.

Podobnie jak w przypadku „Resident Evil 5”, nie jest to już survival horror, lecz rasowa gra akcji, w której główny nacisk położono na widowiskowość, czyli nieustanne strzelanie i nieprzyzwoicie liczne skrypty nadające rozgrywce bardzo szybkie tempo i wyrazistą dramaturgię. Dlatego też nie ma tu miejsca na eksplorację, klimat zaszczucia, błądzenie w labiryntach wąskich korytarzy, czy inne spowalniające fanaberie, bo trzeba przez cały czas gnać przed siebie na złamanie karku. Na szczęście fabuła trzyma typowo residentowy poziom, a więc jest równie głupawa i niedorzeczna, jak w poprzednich częściach i kontynuuje opowieść, która ciągnie się od wielu, wielu lat, niemal tak samo jak w brazylijskich serialach. Na swoim miejscu pozostały również debilne dialogi, będące od początku wizytówką serii, a zatem jak widać przynajmniej niektóre typowo residentowe elementy wciąż niezmiennie trwają na posterunku. Zmienił się za to sposób narracji. I to na lepsze.

Kampanię dla jednego gracza można przejść na trzy sposoby, trzema różnymi postaciami: Leonem, Chrisem lub Jakiem (przy czym wątek Leona momentami najbardziej przypomina stare residenty). Za każdym razem uczestniczymy w tej samej opowieści, ale widzimy ją z różnych perspektyw. To świetny pomysł, który zachęca, by spędzić z grą trochę więcej czasu i nieco lepiej poznać ukazane w niej wydarzenia. Nie mówimy oczywiście o fanach klasycznych odsłon serii, bo tych „Resident Evil 6” odrzuci swoim efekciarstwem już w pierwszych minutach gry. Ale młodsi miłośnicy gier akcji już nie powinni mieć tego problemu. Choć będą się musieli liczyć z tym, że czasami większym wyzwaniem niż przeciwnicy bywa tu ociężałe, typowo residentowe sterowanie, które świetnie pasowało do rozgrywki opierającej się powolnej eksploracji i sporadycznych, ale trudnych starciach, jednak teraz, gdy pozostała już właściwie sama akcja, potrafi doprowadzić gracza do szewskiej pasji. Szczególnie na wyższych poziomach trudności.

„Resident Evil 6” ukazał się w zeszłym roku i był kiepską wróżbą na przyszłość serii. W tym roku jednak na PS3, Xbox’ie i PC pojawiła się ciekawa alternatywa, czyli „Resident Evil: Revelations”, gierka, która pierwotnie została wydana na przenośną konsolkę Nintendo 3DS. Nie tak widowiskowa, nie tak pełna rozmachu, ale utrzymana w duchu klasycznych residentów. Wygląda więc na to, że teraz to gracze zdecydują portfelami, jakiego residenta będą chcieli dostać w przyszłości. A Japończycy postarają się w spełnić ich oczekiwania. Albo i nie. Z nimi to nigdy nie wiadomo.

Nasza ocena: dla fanów serii: 3.0/10, dla reszty: 6.5/10

Paweł Matuszek

Kategorie
Gry
Komentarz
  • Resident Evil VII – nowe szaty króla growych horrorów [recenzja] – Dzika Banda
    11 lipca 2017 at 16:19
    Skomentuj

    […] którzy grali w szóstą część serii, pamiętają zapewne kierunek w jakim „Resident Evil” zdawał się nieuchronnie […]

  • Dodaj komentarz