Gry

Observer – tam gdzie cyberpunk spotyka grozę [recenzja]

Kiedy przeszło rok temu recenzowałem poprzednią produkcję krakowskiego Bloober Team, niemal namacalnie czułem w kościach potencjał jaki drzemie w pomysłach zaprezentowanych przez rodzimych programistów. „Layers of Fear” było prawdziwą jazdą bez trzymanki, tak pod względem artystycznym, jak i elementów grozy. Na szczęście Polacy pozytywnym odbiorem ich dzieła się nie zachłysnęli i kilkanaście miesięcy później wyprowadzili kolejne uderzenie. I to takie, które nawet najtwardszych zawodników posyła na deski.

Nie licząc wprowadzającego, tekstowego intra, gra bez zbędnych fabularnych wtrętów rzuca nas w skórę tytułowego Observera (czyli zasadniczo korporacyjnego detektywa przyszłości), Daniela Lazarskiego, na chwilę przed tym, gdy ten odbiera wiadomość od dawno niewidzianego syna. Wiadomość cokolwiek enigmatyczną, należałoby dodać – a przy tym niepokojącą na tyle, by nasz doświadczony przez życie bohater zdecydował się na próbę odszukania potomka. W taki sposób trafiamy do położonego w krakowskich slumsach budynku, gdzie okaże się, że nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby nam się wydawać.

Szkoda pisać cokolwiek więcej odnośnie samej historii – dość powiedzieć, że to prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem, a im dalej w fabułę zabrniemy, tym bardziej odczujemy jej siłę uderzeniową, nieustannie kwestionując zdolność odróżniania tego co realne, od chorych wytworów naszej wyobraźni. Jest w punkt – ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie rzecz, którą „Observer” robi już od pierwszych sekund – czyli po mistrzowsku buduje nastrój całości. Pod tym względem, ukłony należą się Bloober Team już za sam pomysł na świat przedstawiony. Inspiracje tuzami gatunku pokroju „Blade Runnera” są tu oczywiście widoczne, ale Kraków AD. 2083 broni się i bez tego. To nieprzyjazne, skąpane w deszczu miejsce do którego z własnej woli nigdy nie chciałoby się trafić. Po części zasługa w tym świetnej oprawy audio-wideo, ale niebagatelny wpływ mają tu też całe tony treści budującej tło dla głównego wątku. Wyjątkowo przygnębiającą i zarazem przerażającą wizję przyszłości uknuli Polacy, cóż tu kryć. I w jakiś pokrętny sposób, niepokojąco realną.

„Observer” to jednak nie tylko cyberpunk, ale i (a raczej przede wszystkim) rasowy horror, plasujący się gdzieś na pograniczu dominujących w gatunku symulatorów chodzenia. Piszę „na pograniczu” z pełną premedytacją, ponieważ gołym okiem widać, że gra stara się być czymś więcej niż tylko interaktywną eksploracją – i obok zwiedzania kamienicy będziemy mieli okazję skorzystać z kilku interesujących sztuczek. Po pierwsze i najważniejsze, mamy możliwość hakowania umysłów – z reguły martwych, bądź rannych – postaci. Umiejętność ta nie dość, że pozwala nam dosłownie wskoczyć „do głowy” nieszczęśnika i zwizualizować (w naprawdę szalony sposób) jego najgłębsze lęki, to jeszcze stanowi podstawową mechanikę popychającą do przodu wątek fabularny. Poza tym będziemy korzystali z detektywistycznych ulepszeń naszej postaci, takich jak skaner bio- i technowizyjny, dzięki którym przeanalizujemy w najdrobniejszych szczegółach miejsca zbrodni. Na tym nie koniec, bo w grze spotkamy również kilka motywów skradankowych, a od czasu do czasu będziemy mogli pobawić się w przeprowadzanie wizji lokalnej (co prawda tylko przez zamknięte drzwi, ale zawsze) pośród mieszkańców budynku. Urozmaiceń jest tu wiec całkiem sporo, a wszystkie ładnie wypełniają momenty, które dzielą nas od kolejnych mikro-zawałów serca. Bo co tu dużo mówić, bywa naprawdę upiornie.

W porównaniu do krytykowanego tu i ówdzie za nadmiar jumpscare’ów „Layers of Fear”, „Observer” to niewątpliwie produkcja subtelniejsza. Taka, w której lwia część naszego strachu wynika nie tyle z wydarzeń rozgrywających się bezpośrednio przed oczyma, a bardziej z tego, co funduje nam nasza wyobraźnia. Groza sytuacji jest budowana tu krok po kroku, przez konwersacje z NPC’ami, znajdywane tu i ówdzie materiały i nieustannie dręczącą nas ścieżkę dźwiękową. Krążymy zatem po zdezelowanym przybytku z rosnącym przekonaniem, że już za chwileczkę, już za momencik… i kiedy finalnie coś trzaśnie tuż za naszymi plecami, skok adrenaliny mamy gwarantowany większy niż przy sprawdzaniu stanu konta przed 10-tym. Takie momenty „Observer” rozgrywa po mistrzowsku.

Również technologicznie mamy do czynienia z półką światową. Grafika prezentuje się świetnie głównie jeśli chodzi o stylistykę – przy odlotowym, upstrzonym artefaktami designie lokacji nieco odstają co prawda modele postaci, ale to drobny mankament. Dźwiękowo, w szczególności na słuchawkach, również nie ma się do czego przyczepić. Dodatkowym smaczkiem jest zaangażowanie do voice actingu aktorskiej legendy, Rutgera Hauera i Arkadiusza Jakubika. Ten pierwszy wydał mi się z początku nieco zbyt flegmatyczny, ale w miarę jak wsiąkałem w świat gry, coraz bardziej przekonywał.

„Observer” był tym tytułem, co do którego miałem największe oczekiwania w obecnym roku. Z tym większą ulgą oznajmiam, że nie tylko nie zawiódł, ale i dołożył od siebie coś więcej. Ambitna, kompetentna i sprawiająca masę radochy produkcja, która już w momencie premiery dołączyła do klasyki gatunku.

Grę testowano na wersji PC.

Minimalne wymagania systemowe: Procesor: Intel Core i3 (3.4 GHz) / AMD A8-6700 (3.1 GHz), Windows 7 64-bit, Video: NVIDIA GeForce 660 / AMD R9 270, 8 GB RAM, 10 GB wolnego miejsca na HDD.

Observer. Producent: Bloober Team. Wydawca w Polsce: Techland. Platformy: PC (Steam, GOG), PS4, Xbox One. Ocena końcowa: 90%

Kategorie
Gry
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

2 komentarze
  • Mateusz Sutkowy
    29 sierpnia 2017 at 11:59
    Skomentuj

    Dla mnie niestety Hauer był najsłabszym elementem gry. Uwielbiam go, ale niestety nie odnalazł się za bardzo i potrafił mnie co chwilę wytrącać z klimatu.

  • Maciej Bachorski
    Maciej Bachorski
    2 września 2017 at 23:37
    Skomentuj

    Też miałem problemy żeby się do gościa przekonać – szczególnie z początku. Nie ukrywajmy, imć Hauer to legenda, znane nazwisko, dozgonny szacunek i w ogóle… ale lata świetności jednak dawno ma za sobą.

  • Odpowiedz na „Maciej BachorskiAnuluj pisanie odpowiedzi

    REKLAMA
    Instagram
    • Lektura jeszcze przed nami, ale jak ślicznie to wygląda. A i sama fabuła zapowiada się pysznie. Koniecznie sprawdźcie.

#komiks #czytam #czytambolubie #comics #comicbook #instacomics #instaread #comicstagram #comicsaddict #fanboy #ilovereading #comicnerd #design #favele #Mandioca
    • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
    • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry