Gry

Diablo 3

 

Diablo 3, Blizzard (2013) / PlayStation 3

 

Jeśli tworzysz grę dwanaście lat, nie możesz nie odnieść sukcesu. Masz mnóstwo czasu, by stworzyć ciekawą historię, dopieścić każdy możliwy element rozgrywki i sto razy przetestować całość, zanim finalny produkt trafi na sklepowe półki. Jeżeli jednak jesteś twórcą kolejnej części „Diablo”, sukces to pojęcie względne, a stworzenie znakomitego, dopracowanego w każdym aspekcie tytułu nie wystarczy.

 

 

Musisz zmierzyć się z legendą, która wychowała i ukształtowała co najmniej dwa pokolenia graczy i na zawsze odmieniła oblicze gatunku RPG. Musisz dostarczyć ludziom dzieło, o którym będą mówić przez najbliższą dekadę i które ustawi poprzeczkę tak wysoko, że inne gry tego typu nie będą w stanie jej dotknąć, a co dopiero przeskoczyć. Czy Blizzard podołał temu wyzwaniu? Połowicznie. „Diablo 3” to piekielnie dobra gra, ale przy swoim poprzedniku prezentuje się mniej więcej tak, jak krawężnik przy murze chińskim.

 

Pierwsze minuty z nowym „Diablo” są jak odpakowywanie świątecznego prezentu od cioci. Szybko okazuje się, że najlepszą częścią nie jest zawartość pudełka, lecz opakowanie, które przez kilka pierwszych sekund budziło apetyt i igrało z naszą wyobraźnią. Gra wita nas cudną cut scenką, która w iście magiczny, Blizzardowski sposób buduje nastrój tajemniczości i grozy. Niestety wraz z jej końcem szybko dociera do nas, że mrok dwóch poprzednich części to przeszłość, a złowieszczy, ponury klimat wyparły żywe, jaskrawe kolory, pozostawiające w ustach dziwny posmak komiksowego tuszu. Przejście na pełne 3D (przy równoczesnym zachowaniu rzutu izometrycznego) można zaliczyć do udanych, jednak przez gładkie, niemalże pastelowe tekstury gra straciła swój charakterystyczny posępny urok. Prezencję trzeciego „Diablo” ratuje jedynie rzadko spotykany na konsolach silnik PhysX (umożliwiający destrukcję otoczenia w czasie rzeczywistym), który sprawia, że rozwalenie zwykłego stołu czy beczki potrafi być bardziej emocjonujące niż naparzanie nieumarłych toporem.

 

Opowiedziana w tej części historia to kolejne, niekoniecznie pozytywne zaskoczenie. Po dwudziestu latach od pokonania Diablo, Mefisto i Baala, na katedrę w Tristram spada tajemnicza kometa, która rozbudza uśpione demony i zwiastuje nadejście ostatnich władców piekieł. Jako praktycznie anonimowy bohater, musimy temu zapobiec rozprawiając się z setkami (jeśli nie tysiącami) demonów i wykonując masę sztampowych questów w stylu: „idź, zabij, wróć”. Nie oczekiwałem od „Diablo 3” głębokiej i zmyślnie skonstruowanej fabuły, w której nagłe zwroty akcji zapierałyby dech w piersiach, jednak można momentami odnieść wrażenie, że scenarzyści Blizzarda przegięli w drugą stronę. Po 12 latach czekania otrzymaliśmy historię, która poraża prostotą i infantylnością, a gdyby napisać na jej podstawie książkę, z pewnością zanudziłaby nawet posąg.

 

Na szczęście, po serii rozczarowań, z odsieczą przybywa gameplay, który nabiera rumieńców w trybie dla wielu graczy. Zabawa w sieci nie zawsze ma sens – nasi wirtualni kompani rzadko kiedy dotrzymują nam kroku, lubią się zgubić czy zapuszczać w rejony mapy, które są nam kompletnie nie po drodze, jednak sesja w 2-4 osoby przy jednej konsoli to zupełnie inna bajka. Świat Sanktuarium eksploruje się z przyjemnością, a takie pojęcia jak „wtórność” czy „kiepski level design” nie mają tu racji bytu. Nowy, czytelny interface i sterowanie dostosowane specjalnie do konsolowej wersji gry sprawdzają się znakomicie, a klasy postaci – choć nie są tak wyraziste i tak skrajnie różne jak w „Diablo 2” – dają masę satysfakcji i zachęcają do eksperymentowania. Każdy z łatwością znajdzie swojego faworyta wśród takich klas jak barbarzyńca, łowca, mnich, szaman czy czarownica i z pewnością doceni nowość w serii, jaką jest możliwość wyboru płci. Nie znacie żeńskiej odmiany słowa barbarzyńca? Zagrajcie w „Diablo 3”, a poznacie…

 

Na osobną recenzję jak zwykle zasługuje udźwiękowienie gry. Depresyjne, niepokojące riffy z poprzednich części zastąpiły przeciętne orkiestrowe kompozycje, w których ilość wykorzystanych instrumentów nie zawsze idze w parze z jakością utworów. Monotonne kanonady gitar, fletni czy skrzypiec potrafią przytłoczyć, a niskie męskie chórki i żeńskie, anielsko-brzmiące wokalizy tylko potęgują wrażenie obcowania z soundtrackiem skomponowanym od linijki (jeżeli istnieje coś takiego jak generator epickiej muzyki filmowej, z pewnością go tutaj użyto). Na szczęście nijaki soundtrack w pełni rekompensuje nam doskonały dubbing, który stanowi klejnot w koronie polskiej lokalizacji gry. Aktorzy użyczający głosu postaciom w „Diablo 3” to najlepsi z najlepszych, a performance m.in. takich tuz, jak Pawlak, Fronczewski, Banaszyk, Kałużna czy Gawroński to absolutna ekstraklasa. Warto dodać, że tłumacze w arcyzabawny sposób nawiązują do polskiej kultury i znanych internetowych memów, dlatego nie zdziwcie się, jeśli znajdziecie w grze kostur „Pastorał Nathanka”, jeden z górników przemówi do was Śląską gwarą, a chwilę później zaatakuje was stwór o wdzięcznej nazwie „Mięsny Jeż”.

 

„Diablo” powróciło na komputery osobiste po dwunastu, a na konsole po piętnastu latach. I rozczarowało. Ale i tak warto sięgnąć po ten tytuł. Konsolowy port zgrabnie poprawia błędy wersji pecetowej i wzbogaca ją o nowe elementy mechaniki (jak system uników) czy doskonały tryb kooperacji, który na nowo definiuje pojęcie zabawy z przyjaciółmi i przyciąga przed ekran bardziej, niż głupie filmiki z kotami, gdy akurat nie ma co robić w pracy. Może najnowsza część serii nie jest godnym następcą kultowej dwójki, ale skutecznie przypomina nam wszystkie spędzone z nią chwile i – co najważniejsze – w spektakularny sposób kradnie naszą sympatię (a to chyba najważniejsze).

Kategorie
Gry

Dodaj komentarz