KONKURSY

Wymyśl swojego Pennywise’a i wygraj TO oraz Rolanda [konkurs]

Zapraszamy do udziału w konkursie organizowanym wspólnie wydawnictwem Albatros. Mamy dla Was trzy pakiety, w skład których wchodzą książki „TO” i „Mroczna Wieża tom 1: Roland” z filmowymi okładkami.

 

Zasady są proste. Aby mieć szansę na wygraną, musicie wymyślić własną wersję Pennywise’a. Możecie słać do nas zdjęcia, rysunki, grafiki, collage, opis słowny itd. Wykonanie dowolne. Najciekawsze pomysły nagrodzimy.

Prace oceni jury w składzie – Agata Wiśniewska (wyd. Albatros) i Paweł Deptuch (dzikabanda.pl)

Swoje pomysły z tematem „Pennywise” nadsyłajcie na adres: konkurs@dzikabanda.pl do 26 września 2017 r.

ZWYCIĘZCY

Kamil Wargin: Do tej pory nie zapoznałem się z powieścią Kinga jak i ekranizacją czy to filmową czy adaptacją serialową, ale podstawowe pojęcie mam kim bądź czym jest ten mroczny charakter. Ja natomiast swoją wersję Pennywise’a chciałem przedstawić jako Jonathana Wise’a. Szanowanego prawnika w kręgach New Jersey, któremu nadali ksywkę „Procesowy diabeł”. Gdy tylko pojawiał się na sali sądowej urządzał tam piekło dla strony przeciwnej, był nie do zatrzymania. Jonathan miał 6-letnią córeczkę, którą wychowywał sam po rozwodzie z nie do końca stabilną psychicznie żoną. Jego kochana pierworodna uwielbiała chodzić do cyrku, co stanowiło rodzinną tradycję Wise’ów. Największą atrakcją dla małej zawsze byli klauni… nie ważne czy żonglowali, dmuchali balony, opowiadali dowcipy, jeździli na monocyklu, rozdawali watę cukrową… każdy miły Pan z pomalowaną buzią i kolorowymi włosami w śmiesznym przebraniu był uwielbiany przez córkę Jonathana. Jednej nocy po wizycie właśnie w cyrku nasz bohater miał koszmar: śniła mu się płonąca sala sądowa, na której walczył na śmierć i życie ze swoją obłąkaną żoną o prawa do rodzicielstwa swojej córki, a walce przyglądała się ława przysięgłych składająca się z potwornych klaunów… Ostatecznie sędzia rozwiązał sprawę rzutem monetą, która była na niekorzyść Jonathana – jego córkę zabrano, co oznaczało zgubę na dla małej Wise. Jonathan obudził się zlany potem i ze ściśniętym gardłem ledwo łapiąc oddech. Jednak nie koszmar doprowadził go do takiego stanu, a pożar w jego własnym domu. Poderwawszy się szybko z łóżka popędził w stronę pokoiku ukochanej córeczki, jednak w połowie drogi wpadł na dwóch strażaków, którzy mimo wrzasków i błagań Wise’a wynosili go z płonącego domu. W trakcie tej akcji strażacy i Jonathan zostali przygwożdżeni przez walący się dach domu. Po kilku dniach nasz bohater budzi się w szpitalu z ciężkimi oparzeniami, bez lewego oka i co najgorsze – bez własnej córki. Po przebudzeniu lekarze i policja opowiedzieli mu całą historię: w nocy jego dom podpalił mężczyzna, któremu kiedyś „Procesowy diabeł” odebrał prawa rodzicielskie do jego dzieci. Człowiek ten był alkoholikiem i drobnym przestępcą, nie zajęło Jonathanowi nawet tygodnia, żeby sprawę zamknąć. Podczas tej tragicznej nocy pijany i żądny zemsty „pokrzywdzony” postanowił podpalić dom prawnika. Podczas akcji ratunkowej zginął jeden strażak, który pomagał Jonathanowi opuścić płonące piekło… ale co gorsza umarła jego mała córeczka w karetce na skutek zaczadzenia. Sprawcę schwytano i osądzono. Zdruzgotanego Wise’a odwiedziała była żona, która jedyna została mu na świecie. Podczas wizyt opowiadała smutne, zabawne i szalone, wymyślone historie na temat jego córeczki i co powinien zrobić dalej zrozpaczony ojciec. Nie chciał jej słuchać, jednak jej szaleństwo powoli mu się udzielało. Nie przyjmował wszystkich pomysłów żony, ale spodobał mu się szczególnie jeden. Ze względu na ciężkie poparzenia Jonathan wyglądał szkaradnie: jego skóra wyglądała jak sparzony pomidor, większość włosów stracił, paskudne blizny sprzeciły większość jego twarzy. Nie mógł z takim wyglądem wrócić do swojego zawodu. Wyglądał po prostu jak człowiek z horroru, niewielka była szansa by jacyś klienci zaufali kiedykolwiek Jonathanowi. Była Pani Wise zaproponowała, aby uczcić pamięć ich córki i zasłonić krzywdę jaką go spotkała musi zostać klaunem i pracować w cyrku. Nie wiedzieć czemu Jonathan pokochał ten pomysł… Nauczył się magicznej sztuczki z wyciąganiem centa zza ucha, która była jego ulubioną z dzieciństwa, trenował żonglowanie i opanował do takiego stopnia, że mógł to robić nie tylko z owocami, piłkami ale również i ostrzami. W późniejszej fazie tego obłędu zaczął żonglować z piłkami nasączonymi naftą i potrafił przez dwie minuty żonglować dosłownie ogniem. Uznawał to za element „terapii” i walkę z żywiołem, który odebrał mu córkę. I ten jego wygląd… Resztki włosów pofarbował na czerwono, pomarańczowo, żółto – tak aby jego włosy były jak płomienie. W miejsce utraconego oka przywdziewał opaskę z uśmiechniętą żółtą buzią rodem z emotikonów w social media. Twarz malował oczywiście na biało, a okolice oczu i usta na czarno. Niestety na skutek makijażu jego skóra nie reagowała zbyt dobrze i bardzo często dochodziło do podrażnień, czasami nawet spływała potem i ropą, co maszkarnie komponowało się z makijażem. Ubierał się w własnoręcznie wysprejowany na różne kolory garnitur z szerokimi klapami, dokupił zielone koszule i brzydkie niemodne krawaty, ale buty zostawił takie same – eleganckie, wygodne i szykowne lakierki… chociaż tyle chciał zostawić z poprzedniego życia. Z reguły od Jonathana dochodziła mieszanka różnych zapachów: tanich męskich perfum z nutką resztki wykwintnych na które sobie pozwalał za kariery prawnika i stety bądź niestety nafty, której używał do swoich numerów. Można by pomyśleć, że jaki cyrk zatrudniłby kogoś takiego a jednak znalazł się jeden. Mały, działający głównie na przedmieściach bądź skromnych mieścinach cyrk, który od swoich artystów wymagał niewiele i niewiele oddawał w zamian. Był sponsorowany przez niskich lotów markę whisky, więc poza najniższą krajową Jonathan otrzymywał skrzynki szkockiej. Jak można się domyślać popadł w alkoholizm… który jeszcze bardziej napędzał jego rozpacz, strach i wreszcie szaleństwo. Pewnego feralnego dnia podczas jego występu zdarzył się wypadek: pijanemu Jonathanowi wypadł nóż i zranił jednego ojca, który wraz z córeczką podszedł bliżej aby ta mogła podziwiać klauna. W ramach rekompensaty Wise chciał zrobić popisowy numer z monetą, ale dziewczynka była tak przerażona a ojciec tak wściekły, że nie dość że powiadomił policję to jeszcze wdał się w bójkę z błaznem. Liczne ciosy w twarz jeszcze bardziej oszpeciły ciągle podrażnioną skórę Jonathana, a jego opaska na nic się nie zdała. Podczas przesiadywania w celi najczęściej łagodził ból właśnie tą monetą – centem, na którym wygrawerował nożem podpis „Penny” z jednej strony, a z drugiej „Wise”. Odsiadywał wyrok 6 miesięcy w New Jersey, w placówce gdzie trafiały ofiary „Procesowego diabła”. Z każdym dniem popadał w coraz większe szaleństwo wysłuchując groźby, wyśmiewanie się ze śmierci córki, wyzwiska pod adresem psychopatycznej byłej żony i przymusowy odwyk od alkoholu również robił swoje. Jonathan tak się przyzwyczaił do chłodnego centa i postanowił zostawić go w miejsce oczodołu, każdego dnia obracając jedną stronę na drugą po godzinie 12:00. Gdy minęło pół roku, Wise zaszył się w starej chałupce, którą wykupił od podstarzałego właściciela z oszczędności, które mu zostały i chciał powrócić do błazeńskiego interesu. Nikt tym razem nie chciał przyjąć klauna renegata, co doprowadzało naszego bohatera do szału, bo nie mógł spełniać swojego szalonego zadania, które miało upamiętnić jego córkę. Zaczął więc prowadzić własne pokazy, niekoniecznie mile widziane przez społeczeństwo. Często wzywano policję, która tylko upominała byłego prawnika, jednak ten dalej szukał sposobu aby bawić małe dzieci. Jonathan Wise w swoim szaleństwie i przerażającej charakteryzacji zaczął porywać osamotnione dzieci i urządzał im pokazy swoich doskonalonych, często krwawych sztuczek. Jeżeli dziecko wytrzymało obejrzeć cały piekielny spektakl trafiało do domu co najwyżej pokaleczone… te, które próbowały uciekać najczęściej odnajdywano w namiotach uduszone, pokiereszowane i z jednocentówką w kieszeni.

 

Jan Heller: Mój Pennywise wyglądałby następująco:

Rzut oka: Starszy Pan siedzi na ławeczce w parku i karmi gołębie

Drugi rzut oka: Zwykła kurteczka, kapelusz na głowie, lekko zsunięty na czoło, zasłaniający jego oczu, trzyma w dłoni laseczkę, drugą ręką wyciąga okruchy chleba z papierowego worka i rzuca go gołębiom

Próba nawiązania kontaktu wzrokowego: Uśmiecha się delikatnie, palce bębnią po laseczce… i ciągle karmi te biedne gołąbki, czasem coś z czułością szepcze do nich

Wniosek: Samotny starszy pan, bardzo miły, lubi karmić gołębie.

Fakty? Jeśli przysiądziesz się do niego i zaczniesz zwracać uwagę na drobiazgi zauważysz następujące rzeczy:

  1. Laska ma drobne nacięcie u góry, co jeśli masz paranoiczne skojarzenia, mogłoby sugerować iż jest to jakaś ukryta broń. Być może miecz… a może to tylko zwykła laska.
  2. Prawe oko ma lekko przymknięte, ale jeśli naprawdę byś się przyjrzał mogłoby ci się wydawać, że jakby wydobywał się spod zamkniętych powiek czerwony blask.
  3. Czerwone krwiste oczka mają też jego gołębię.
  4. Gdybyś go obserwował przez parę dni zorientowałbyś się, że gołębię, które karmi to zawsze te same gołębię.
  5. Ponieważ, jeden z nich ma bliznę na pyszczku, drugi ma dziwny krzywy dziób, kolejny ma specyficzną czarną plamę w kształcie kozła? między oczami…
  6. Gdybyś ujrzał go jak zmierza na swoją ławeczkę zorientowałbyś się, że niewątpliwe papierowa torba nie zawiera wyłącznie okruchów, wydaję się, że jest w niej coś o wiele cięższego i większego…  
  7. Jeśli przyjrzysz się jego palcom możesz doznać niejako wizji, gdy czas nieznacznie się spowolni, a ty na ułamek sekundy ujrzysz jakoby szpony lekko uderzały w laseczkę, która nie wygląda na wykonaną tylko z drewna
  8. A jego szepty… oj gdybyś miał tak czuły słuch, to zwiędłby ci uszy, bynajmniej to nie przekleństwa, a coś o wiele gorszego… jakby inny język… słowa, które powoduję, iż można dostać gęsiej skórki…

Wniosek: Usiadłeś? Zauważyłeś wszystkie te wyżej wymienione szczegóły? Gratuluję i żegnam… już jesteś martwy!

Dlaczego? Bo atak następuję znikąd, ciało znika i pozostaje tylko staruszek i jego gołębie.

Dlaczego ci to mówię? Bo i tak nie rozpoznasz mnie w pierwszej chwili, zaś w momencie gdy tak się stanie będzie już za późno, a ty na ułamek sekundy doznasz uczucia prawdziwej grozy.

 

Piotr Rafałowicz:

 

Udział w konkursie i przesłanie swoich danych osobowych jest jednocześnie wyrażeniem zgody na ich przetwarzanie przez portal DzikaBanda.pl w celach konkursowych, zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z dn. 29. 08. 1997.

Kategorie
KONKURSY

Dodaj komentarz